Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me

kk

poniedziałek, 31 grudnia 2012

W pogoni za Pudzianem...

Ojej. Troszkę mnie tutaj nie było. Uspokajam wszystkich - podczas mojej nieobecności blogowej dalej ćwiczyłam z Jill. Dokładnie wczoraj zakończyłam 10 dniowy etap pierwszy, by dzisiaj przejść do levelu 2 {o tym wkrótce}. 


środa, 26 grudnia 2012

6.

Szósty dzień Shred'a za mną. Jeszcze tylko 4 dni i przechodzę na drugi level. Szczerze, czekam na niego z utęsknieniem. Co prawda, nie wiem co jeszcze przede mną, bo nie oglądałam dwóch kolejnych części, ale level 1 pomalutku zaczyna mi się nudzić. Dodatkowo doszłam do tego, że prawie w ogóle się nie męczę, więc dla mnie to znak, że czas przejść na trudniejszy poziom, no ale... Idę według wytycznych Jillian, w końcu to jej program :) Sama w ramach mobilizacji, po 27 minutach z Jill, dorzucam sobie a to abs z Mel, a to z TW, a to 8 minute abs, tak by w sumie wyszło ok. 35-40 minut ciągłego treningu. Rano udało mi się pokręcić 15 minut hh, a teraz "doprawiam się" rowerkiem stacjo - jednym słowem WYMARZONE ŚWIĘTA! :D


Co do samego programu 30 Day Shred - po zakończeniu 1 etapu zamierzam się pomierzyć i sprawdzić, czy moje wysiłki zostały nagrodzone mniejszymi obwodami :) Wkrótce zdam relację :)

J.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

{nie}Świątecznie.

Kochani, przepraszam, że odzywam się do Was dopiero teraz, ale od wczoraj miałam problemy z Internetem. Na szczęście awaria została szybko usunięta i mogę się do Was odezwać. Przede wszystkim chciałam nadrobić najważniejsze - przesłać Wam życzenia - wszystkim życzę wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia, spędzonych wśród najbliższych i dużo, dużo zdrówka oraz pieniążków. 


Sobie z kolei życzę, żeby to były ostatnie dni spędzone bez Męża. Właściwie... w ogóle nie czuję magii tych Świąt, no ale... Można powiedzieć, że dla mnie one już się skończyły. Od jutra wracam do normalnego życia. Oczywiście przez te dwa dni milczenia nie obijałam się - wczoraj wykonałam Level 1 z mojego 30 dniowego Shred'a, do tego dodałam 15 minut z Tamilee Webb. Dzisiaj z kolei zaliczyłam czwarty dzień z Jillian, plus 10 minut abs z Mel B. 


Jeżeli chodzi o samą wieczerzę wigilijną - nie przejadłam się, nie przesadziłam z ciastami, ani innymi smakołykami. Nie wynika to z trzymania diety - po prostu nie miałam większej ochoty na jedzenie {pewnie dlatego, że rano zjadłam większe śniadanie ;)}, co również jest wynikiem braku Męża u boku...

Ech. Dobra nie smęcę. Zmykam do Synka do łóżka. Buziaki. 

Wesołych Świąt! :)

J.


sobota, 22 grudnia 2012

Jillian Michaels 30 Day Shred - Level 1.

Ufff... Drugi dzień 1 levelu zaliczony. Nie powiem, żeby było tak łatwo jak wczoraj, bo niestety dzisiaj doszły zakwasy rąk i nóg {wiedziałam, że tak będzie - do tej pory skupiałam się głównie na mięśniach brzucha, to mam za swoje}, a także zmęczenie sprzątaniem przedświątecznym, ale jakoś dałam radę. Właściwie to muszę przyznać, że jestem niezwykle pozytywnie nastawiona do tych ćwiczeń. Czuję, że będzie to pierwszy taki trening, który uda mi się w pełni zrealizować. No, ale jak będzie to zobaczymy.


Korzystając z okazji, że sama dopiero zaczynam trening z Jillian, postanowiłam przybliżyć każdemu zainteresowanemu Level 1.



piątek, 21 grudnia 2012

30 dni z Jillian Michaels.

Zmotywowana pozytywnymi opiniami na forach i w pamiętnikach, postanowiłam rozpocząć swoją przygodę z amerykańską trenerką Jillian Michaels. Powodem, dla którego wybrałam akurat ją nie jest tylko jej ciało, ale przede wszystkim jej energia i podejście do trenującego. Według mnie jej słowa są o wiele bardziej motywujące niż spokojny ton Ewy {bo do ćwiczeń doczepić się nie mogę ;)}


Przedwczoraj wykonałam 35 minutowy trening - 6 weeks 6 pack - sześciotygodniowy program ćwiczeń skupiający się głównie na mięśniach brzucha. Po jego wykonaniu w ogóle nie odczuwałam palących mięśni brzucha, co mnie troszkę zmartwiło. Jednak dzień po, w końcu poczułam {nie}przyjemne zakwasy mięśni skośnych brzucha. Mniamiiii. To, co lubię najbardziej. Niestety, tak się składa, że obecnie ciężko mi wygospodarować 35 minut na ciągłe ćwiczenia {chociaż może po dzisiejszym dniu to się zmieni, bo Syn sam namawia mnie na podskoki}, więc musiałam sobie odpuścić ten trening. Pewne jest jednak to, że na 100% do niego wrócę - po pierwsze fajnie wypaca ciało, a po drugie, skupia się on na moich ulubionych partiach ciała - czyli brzuchu.

W zamian za zestaw na brzuch, postanowiłam narzucić sobie wyzwanie 30 dniowe, czyli słynne 30 Day Shred - program ćwiczeń na 30 dni, składający się z 3 filmików, każdy filmik powinien być ćwiczony po 10 dni. Każdy filmik trwa ok. 25 minut i składa się z kilkuminutowej rozgrzewki, trzech ok. 6 minutowych układów ćwiczeń (3 minuty siłowe, 2 minuty cardio i 1 minuta mięśnie brzucha) oraz cooldown.

 
Dzisiaj, za namową Czekoladki, wykonałam pierwszy level, który trwał ok. 25 minut. Muszę przyznać, że ćwiczenia nie są bardzo wymagające, ale i tak wywołują krople potu na moim ciele. Najtrudniejszy moment, to ćwiczenia na ręce {pompki oraz zestawy z hantlami}, ale jakimś cudem dałam radę. Niestety wychodzą braki ćwiczeń na tą partię ciała. Mam nadzieję, że uda mi się wykonać ten 30 dniowy zestaw, a potem w końcu przejść do ćwiczeń typowych na brzuch {słyszałam, że Jillian wydała nowy zestaw - killer abs - brzmi kusząco!}. Trzymajcie kciuki za moją motywację, chociaż z takim trenerem jak Jillian i Czekoladka, to chyba muszę dać radę.


Gwoli wyjaśnienia  - mój Syn od kilku dni codziennie rano chodzi za mną z płytą Ewy Chodakowskiej i woła: Ćiczymy! Ćiczymy! {Syn - 21 miesięcy}. No i chcąc, nie chcąc, muszę odpalić jakieś ćwiczenia {zdecydowanie skłaniam się ku Jillian, co nie do końca odpowiada Synkowi}, co by uspokoić Czekoladkę :D On uwielbia szybkie tupanie Ewy, ale dzisiaj udało mi się rozbawić go pompkami, więc mam nadzieję, że jednak przekona się do ćwiczeń z Jillian. :)


Lubicie zestawy Jillian? Które najbardziej?

J.

Brwi bliskie ideału...

Dzisiaj kolejny przykład brwi, które {według mnie} są bliskie ideału. Poszczycić się nimi może nowa Miss Universe - Olivia Culpo reprezentująca USA. Nie jestem przekonana, czy jest ona "prawdziwą" Amerykanką - bardziej upatruję się w niej korzeni meksykańskich. Trzeba przyznać, że jest naprawdę ładna :) Bardzo w typie mojego Męża, który uwielbia latynoski albo kobiety o podobnym typie urody {podobno ja przypominam mu latino girl... ;)))} :) Ja popieram go w 100%, uwielbiam urodę latynosek - ciemne włosy, piękne brwi, ciemna karnacja i brązowe oczy... :) A nowej Miss zazdroszczę brwi :)


J.

czwartek, 20 grudnia 2012

Ku przestrodze...

Była sobie dziewczyna, która bardzo pragnęła zostać modelką. Niestety je marzenie nie mogło się spełnić, dopóki nie zrzuci swojej 'nadwagi'...


Z każdym rokiem, dziewczyna podążając za swoimi marzeniami gubiła coraz więcej i więcej kilogramów, aż w wieku 39 lat osiągnęła zabójczą wagę 25 kilogramów. Udostępniła zdjęcia swojej przeraźliwie chudej sylwetki, ku przestrodze dla innych dziewczyn, ślepo zapatrzonych w chore kanony mody. Chce przestrzec wszystkich, by nie szli w jej ślady. Apeluje przede wszystkim do dziewcząt, które chciałyby się odchudzić, by "pięknie" wyglądać. A osób, które chcą być szczupłe jak ona, są setki, bo Valeria Levitin dostaje mnóstwo maili od osób, dla których jest ideałem!

Źródło zdjęć: fakt.pl



Ja również apeluję do wszystkich - zdrowe ciało to nie wystające kości, to nie spadająca nieustannie waga - zdrowe ciało to ładnie zarysowane mięśnie i jędrna skóra, które możemy osiągnąć poprzez sport i racjonalne częste posiłki, a nie głodzenie się. Niech przykład Valerii będzie dla nas przestrogą...


J.

Tylko cardio mnie uratuje...

Cztery dni temu minęła połowa mojego 100 wyzwania na brzuch. Po tych 50 dniach mogę stwierdzić, że mam fajne mięśnie brzucha, które w głównej mierze wyczuwalne są u góry i na bokach. To pocieszające. Jednak to, co najbardziej mnie martwi to fakt, że żeby poczuć te mięśnie muszę napiąć brzuch - dla normalnego śmiertelnika są one praktycznie niezauważalne {dodałabym fotkę, ale mam zepsuty aparat :(}. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest mięciutka kołderka, która namiętnie otula moje mięśnie brzucha. No i na co te cierpienia? Na co codzienne wyginanie się w rytm Tamilee Webb, 8 minute abs i brzuszki z Mel B? 

Coś czuję, że tutaj potrzebna jest cięższa artyleria. A jest nią ponad 30 minutowe cardio, które postanowiłam wprowadzić w swoje życie treningowe. Od dzisiaj zaczynam intensywne wypacania uporczywej oponki na brzuchu {wiem, wiem - nie spalamy tłuszczu miejscowo, ale mam nadzieję, że jakaś tam część tłuszczu spadnie z brzucha}. Pomoże mi w tym Ewa Chodakowska, która naprawdę potrafi wymęczyć człowieka {przede wszystkim killerem} i Jillian Michaels {jedni mówią, że jest ona prototypem Ewy ;)}



Teraz pytanie do Was - jak ćwiczyć, by spalić uporczywą tkankę tłuszczową? Ile razy w tygodniu wykonywać cardio? Jak wyglądają Wasze treningi? Pomocy! Wiem, że nie jestem gruba, baaa... jestem normalna, nawet ludzie mówią, że jestem 'drobna', ale ja jednak mam w głowie obraz idealnej, zdrowej sylwetki, do której dążę i nie spocznę póki jej nie ujrzę, dlatego każda Wasza rada jest na wagę złota :)



J.

środa, 19 grudnia 2012

Mama ćwiczy przy śpiącym dziecku - mój pomysł :)

Do tej pory, głównym czynnikiem wpływającym na wybór tego, a nie innego zestawu ćwiczeniowego był poziom głośności podczas wykonywanych ćwiczeń. Dlaczego? Większość ćwiczeń wykonywałam podczas snu Czekoladki, dlatego musiałam zrezygnować z wszelkich tupań, podskoków, sapań itp. Strasznie ubolewałam nad tym faktem, bo zdawałam sobie sprawę, że im więcej tego skakania i tupania, tym więcej spalałam kalorii. Niestety odkąd zostaliśmy sami z Czekoladką, nie mogłam pozwolić sobie na ćwiczenie w innym miejscu niż przedpokój, z którego widziałam śpiącego Synka. Cierpiało na tym moje kręcenie hh {za mało miejsca}, ćwiczenia z Ewą Chodakowską {nooo... 15 minut udawało mi się wykonać z Czekoladką, ale po jednym zestawie zaczynało się proszenie o "bajki"} i właściwie każdy inny głośny zestaw. Do dzisiaj. Muszę się Wam pochwalić, że wpadłam na prosty, ale jakże GENIALNY {moim skromnym zdaniem} pomysł. Otóż, zaraz, gdy Czekoladka zapadł w sen, włączyłam swojego laptopa, uruchomiłam Skype, zadzwoniłam do mojej Mamy {a właściwie na jej komputer}, podłączyłam kamerkę, którą skierowałam na śpiącego Synka. Oczywiście jak się możecie domyślić, komputer mojej Mamy był w dużym pokoju, w którym ćwiczyłam JA. Hihihi. Bez obaw mogłam wykonywać ćwiczenia na brzuch z Jillian i jednocześnie obserwować stan snu Czekoladki. 


Wyglądało to mniej więcej tak - na głównym planie ćwicząca Jillian, a z boku malutki obrazek śpiącej Czekoladki :D Dzięki temu, bez żadnego niepokoju mogłam wykonać całe ponad półgodzinne maltretowanie brzucha. Skorzystał na tym i Synek i ja :))) Niah, niah. Polecam każdemu rodzicowi, który ma dostęp do dwóch komputerów z zainstalowanym Skype i kamerką, i chce poćwiczyć tak, jak ja :)) Teraz bez strachu o śpiące {lub budzące się} dziecko, możecie zrobić coś dla siebie :)))


Co do samych ćwiczeń z Jillian... było super :)) Pot się lał i w końcu się zmęczyłam, a co za tym idzie, wytworzyły się endorfinki, które szaleją po całym ciele :))) Ale o tym wkrótce na blogu.

J.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Ewa Chodakowska - Trening z gwiazdami - okiem Jah-stiny.

Można wykrzyczeć, że W KOŃCU udało mi się przetestować nową płytę Ewy Chodakowskiej. Wiem, wiem wczas, ale po wielu negatywnych opiniach nie spieszyło mi się do jej wypróbowania. Owszem obejrzałam ją zaraz po kupieniu, ale negatywne odczucia odnośnie strony technicznej, skutecznie odsunęły w czasie podjęcie nowego wyzwania treningowego z Ewą.


Najpierw kilka słów o samej płycie:

Trening z gwiazdami - Sexy figura w 3 tygodnie to już 4 płyta z ćwiczeniami popularnej trenerki - Ewy Chodakowskiej. W poprzednich wydaniach, Ewa swoimi energicznymi zestawami wyciskała siódme poty z ćwiczących osób, podobnie czynić ma czwarta płyta. Do tej pory, Ewa wykonywała swoje treningi sama, tym razem do wspólnego treningu zaprosiła trzy gwiazdy - Olę Szwed, Beatę Sadowską i Karolinę Malinowską. Każda z nich miała do wykonania inny trening - Ola zaprezentowała ćwiczenia poprawiające równowagę i koordynację, Beata wykonała superset, który w ekspresowym czasie spala kalorie w trakcie treningu i tuż po, z kolei trening, który wykonała Karolina skupiał się na ćwiczeniach mięśni brzuch i pleców.


Szczerze powiedziawszy, informacja o zaangażowaniu do treningu tych trzech, konkretnych osób, troszkę mnie zniechęciła do zakupienia płyty. Nie będę ukrywać, że nie przepadam za osobą Karoliny Malinowskiej {nie znam jej osobiście, ale irytuje mnie jej postać pokazywana w TV}, dlatego trening z jej udziałem najmniej mnie interesował {nawet pomimo tego, że teoretycznie skupiał się na "moich ukochanych partiach ciała"}. No, ale nie byłabym sobą, gdybym nie przetestowała całej płyty i nie wyraziła swojej opinii o samych ćwiczeniach. 

sobota, 15 grudnia 2012

Diastasis recti, czyli rozszczep mięśni brzucha...

Dzisiaj będzie troszkę inny post niż zazwyczaj, ale uważam, że temat ten jest niezwykle istotny dla każdej kobiety po urodzeniu dziecka.
Teoretycznie każda kobieta po porodzie powinna wiedzieć o co chodzi, ale w praktyce jest inaczej. Ja sama jestem przykładem osoby, która o istnieniu diastasis recti dowiedziała się gruuuuuubo po fakcie {uważam, że powinno się tą wiedzę wynieść ze szpitala, w którym się rodziło}. Co ważne, problem ten, nie dotyczy tylko kobiet po ciąży, ale także osób nigdy nie będących w stanie błogosławionym, w tym także mężczyzn i dzieci.

Ale może najpierw kilka słów, czym owe diastasis recti jest:

http://www.physioexcellence.ca/Services/Diastasis-Recti/a~3896--c~346250/article.html

Jest to rozszczep prawych mięśni od lewych mięśni brzucha, który jest najczęściej obserwowany u kobiet po porodzie {ale nie tylko!}. Mięśnie te są bardzo ważne w odpowiedniej stabilizacji, oddychaniu i ruchu ciała. W wielu przypadkach ów rozdział szybko sam wraca do stanu sprzed ciąży, ale może się też zdarzyć, że niezbędna będzie operacja. Podobno ważnym jest, by tuż po porodzie nie szarżować z ćwiczeniami angażującymi mięśnie proste brzucha, gdyż łatwo można przyczynić się do powiększenia rozdziału mięśni {patrz dalej}

czwartek, 13 grudnia 2012

Jak ubiór wpływa na nasz wygląd...

Dzisiaj rano przeglądając portale plotkarskie, natknęłam się na tą oto fotkę Kim Kardashian:


Niby nic takiego, ot zwykłe zdjęcie celebrytki. Jednak w oczy rzuca się coś zupełnie innego:


Nieładnie wżynająca się sukienka, która zamiast tuszować niedoskonałości ciała, jeszcze bardziej je uwypukla. Do tego strzał w kolano w postaci krótkiego topu i masakra modowa i wizualna gotowa. Dlaczego w ogóle o tym piszę? Do tej pory {właściwie do momentu rozpoczęcia związku z Westem} uwielbiałam patrzeć na styl Kim. W doskonały sposób umiała dopasować ubrania do swojej sylwetki. To, co chciała pokazać, pokazywała, ale robiła to w bardzo przemyślany sposób {a właściwie jej stylistka, która nie wiem, gdzie się teraz ukrywa}. To nie pierwsza modowa wpadka w wykonaniu Kim, ale TA ewidentnie pokazuje, jak poprzez nieodpowiedni rozmiar ciuchów można, optycznie dodać sobie kilkunastu centymetrów. Ani to nie wygląda seksowanie, ani estetycznie. Nie nawołuję, żeby wszyscy ludzie mieli brzuchy jak deski, co to, to nie, ale nie róbmy sobie świadomie krzywdy, tak jak to zrobiła Kim. 

Ja z przyjemnością popatrzę sobie na jej dawne stylizacje, które w estetyczny sposób pokazywały jej seksowną sylwetkę {co prawda była wtedy szczuplejsza, ale i zapewne nawet teraz, gdyby lepiej dobierała ubrania, mogłaby wyglądać równie dobrze}


J.

niedziela, 9 grudnia 2012

Nie popisałam się.

Dobra. Przyznaję się. Odkąd oficjalnie oświadczyłam, że rezygnuję ze słodyczy, pochłonęłam ich dwa razy więcej niż normalnie. Zawsze, ale to zawsze, gdy narzucam sobie jakieś postanowienie, moje myśli krążą wokół zakazanej rzeczy. Tak było i tym razem. Zdarzały się dni, które obfitowały w taką ilość słodyczy, że inne produkty schodziły na dalszy plan. Jak widać, na nic publiczne ogłaszanie końca jedzenia słodyczy, na nic robienie sobie postanowień - od tej chwili nic sobie nie obiecuję. Staram się jeść zdrowo, ale nie myślę obsesyjnie o tym, co wkładam do paszczy ;) Koniec nakładania na siebie ograniczeń, którym nie umiem w pełni sprostać. Nie da się zmienić swoich nawyków z dnia na dzień, jednak nie oznacza to, że dalej będę obżerać się słodyczami. Co to, to nie... Ale na bank też nie zredukuję ich do zera. 

Motywatorem do tego, by myśleć o tym co jem, będzie przylot do Polski mojego Męża {kiedy to będzie to nie wiem, ale na bank mam  jeszcze minimum 2 mc}. Nie chcę kolejny raz tłumaczyć się, że ja naprawdę ćwiczę codziennie, tylko nic po mnie nie widać, bo jem 3x więcej niezdrowych rzeczy niż przed jego wylotem. 

PS. Żeby była jasność - mój Mąż uważa, że jestem idealna, ale ja sama wiem, że niektóre części mojego ciała dalekie są od ideału ;) Zapewne, nawet gdybym przytyła 10 kg, Mąż nic by nie powiedział, ale ja sama chcę wyglądać dobrze - dla siebie i dla niego :) I tak będzie! Zmykam do ćwiczeń :)

Buziaki :)

Na poprawę humoru :)

J.


środa, 5 grudnia 2012

Dieta CrossFit - czyli powrót do pradawnych czasów...

Wybaczcie mi ten mały 'zastój crossfitowy'. Dzisiaj wracam z nowymi informacjami, które mam nadzieję, okażą się dla Was interesujące i pomocne.

Przypominam, że o tym, czym jest trening CrossFit pisałam TU i TU.

Dzisiaj chciałam skupić się, nie na samych ćwiczeniach, a na odżywaniu i odpowiedniej diecie, która jest niezbędna przy wysiłku fizycznym. Nie od dziś wiadomo, że osoba aktywna fizycznie szczególnie powinna zwracać uwagę, na to co ląduje na jej talerzu. Z palety produktów powinna wybierać te, które dadzą jej siłę i odpowiednią dawkę energii niezbędną do wykonywania ćwiczeń. Podobnie jest w przypadku CrossFitu, który doczekał się swojej własnej {dosyć kontrowersyjnej} kompozycji dietowej.

Greg Glassman - twórca treningu CrossFit, sekret diety CrossFitowej wyjaśnia w kilku słowach:  
"Jedz mięso i warzywa, orzechy i nasiona, nieco owoców, małe ilości produktów zawierających skrobię – wyeliminuj cukier. Dbaj, aby spożywane ilości pokarmów były adekwatne do zakresu wykonywanych ćwiczeń, lecz nie powodowały przyrostu tkanki tłuszczowej."

http://www.sfd.pl/


wtorek, 4 grudnia 2012

Ten kto nie upada, nigdy się nie podnosi.

Ostatnio pisałam Wam o moim słodyczoholiźmie. Prawdą jest, że przez moją słabość do słodyczy stoję w miejscu w mojej walce z tłuszczykiem {chociaż mój Mąż twierdzi co innego, ale o tym wkrótce}. Poniżej prezentuję Wam winowajcę weekendowego załamania. 


Moje ukochane piszingery. Kocham je, uwielbiam, ubóstwiam. Miłością tą zaraziłam mojego Męża, który 'usycha' w Tanzanii bez ich słodkiego smaku {hehe na szczęście wkrótce mój brat zrobi mu prezent urodzinowy i zawiezie mu całą paczuszkę}.
Jestem w stanie zjeść ich ponad 20, wzbudzając 'zachwyt' otoczenia. Są tak słodkie, że aż gorzkie, a ja nie umiem bez nich żyć. Ale... postanowiłam to zmienić. Od wczoraj trzymam się z daleka od wszelkich słodkości i zamierzam kontynuować to do 24 grudnia. Wtedy, poluzuję sobie troszkę {ale nie całkowicie} i skosztuję {z głową!} świątecznych smakołyków. Trzymajcie za mnie kciuki, bo to naprawdę duże wyzwanie dla mnie.


 Aaa... przede mną Mikołaj ;)))) Ratunku! :)


Aktywność fiz:
rowerek st - 40 min v
Tamilee Webb na brzuch v
hh - 20 min v

J.

niedziela, 2 grudnia 2012

Źle się dzieje w państwie polskim.

A w szczególności w moim świecie. Zaczął się grudzień - nowy miesiąc, nowe możliwości. A ja co? A ja marnuję to wszystko, nad czym tak ciężko pracowałam. Czasami zastanawiam się, po co ja właściwie ćwiczę, skoro i tak wszystko co spalę, momentalnie nadrabiam z nawiązką. I nie chodzi mi tutaj o normalne jedzenie, tylko o słodycze. Nie umiem nad nimi zapanować. Jedynym skutecznym wyjściem byłoby rozpoczęcie diety South Beach, ale jak sobie pomyślę, że lada chwila będzie Mikołaj, a potem Święta, to odechciewa mi się jakiegokolwiek dietkowania. Ech. No i bądź tu człowieku mądry i pisz wiersze. Dodatkowo Mąż utwierdza mnie w tym, że jestem piękna i chuda, i że nie potrzebuję jakiejkolwiek diety, no i jak tak go posłucham dłużej, to zaczynam wierzyć w jego słowa ;p Głupia baba ze mnie. 

Dobra, już nie narzekam. Ciesze się, że pomimo tych wszystkich upadków słodyczowych, wciąż mam motywację do codziennych ćwiczeń :) Wczoraj dla urozmaicenia treningu zamiast Tamilee Webb, zrobiłam sobie 10 minute z Mel B. Postanowiłam, że będę sobie przeplatać różne ćwiczenia na brzuch, tak by nie stracić całkowicie motywacji. 


Po cichu czaję się na trening brzucha z Jillian lub z serii P90X, ale na razie, przy mojej obecnej słabej kondycji psychicznej, to chyba za wysokie progi.

Czekam na rady, jak skutecznie opanować słodyczociąg! :)

Aktywność na dziś:
-Tamilee Webb - 2 zestaw na brzuch v
-rowerek st. - 40 min v
-hh- 5 min {Syn mi nie pozwolił :(} v

J.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...