To jest TEN DZIEŃ. 30 dni z wyzwaniem Lisy. Nie mogę uwierzyć, jak szybko to minęło. Szczerze powiem, że był to bardzo intensywny miesiąc. Treningi trwały od 40 minut {jednorazowo 25minut} do 78 minut. Skupiały się one na całym ciele z naciskiem na nogi, pośladki, ramiona i brzuch.
O samym wyzwaniu możecie przeczytać TUTAJ, z kolei o zamiennikach sprzętu treningowego TUTAJ {wiem, że wiele osób nie rozpoczyna tego wyzwania z powodu braku sprzętu lub niechęci do osoby Lisy (o niej napiszę kiedyś szerzej, także w porównaniu ze ZWOWami)}.
O samym wyzwaniu możecie przeczytać TUTAJ, z kolei o zamiennikach sprzętu treningowego TUTAJ {wiem, że wiele osób nie rozpoczyna tego wyzwania z powodu braku sprzętu lub niechęci do osoby Lisy (o niej napiszę kiedyś szerzej, także w porównaniu ze ZWOWami)}.
Całe wyzwanie bardzo przypadło mi do gustu. Łączyło w sobie ćwiczenia siłowe i elementy cardio {skakanka, burpees, pajacyki, bieg w miejscu z wysoko podniesionymi nogami itp}. Treningi mijały mi jak z bicza strzelił, nie dłużyły się jak inne zestawy treningowe. Głównie ćwiczyłam podczas snu Synka, pewnie dlatego maksymalnie wczuwałam się w ćwiczenia, bo wiedziałam, że lada chwila może być koniec ćwiczeń {kto nie ćwiczył przy śpiącym dziecku, nie wie o czym mówię :D}.









