Od kilku dni chodziły za mną nerkowce. W dużej mierze związane jest to z moim odwykiem od słodyczy. Z dumą ogłaszam, że od 4 dni nie miałam nic słodkiego w buzi :D Może dla niektórych to nic, ale dla mnie - słodyczoholika - to sukces nie z tej ziemi. Wierzę, że uda mi się raz na zawsze rozprawić z tym nałogiem i w końcu mój ABS ładnie wyłoni się z tłuszczowej otchłani ;)
Na szczęście dzisiaj zaopatrzyłam się w nową broń - mieszankę orzechów i suszonych owoców z Lidla i Biedronki. Bardzo lubię te produkty - są w miarę tanie, dobre w smaku i w dość nienagannym stanie. Dzisiaj skupię się na nerkowcach, które wprost uwielbiam.
Orzechy nerkowca do najtańszych nie należą - często nazywane są produktem luksusowym. Niestety to prawda, chociaż tak jak mówiłam, w Lidlu można kupić 200g paczuszkę za niecałe 8 zł. Orzechy nie są ani solone, an prażone, co wg mnie wielki plus. Nie przepadam za doprawianymi nerkowcami, według mnie tracą wtedy swój naturalny smak. Nerkowce są doskonałym źródłem białka, magnezu, cynku, skrobi, wapnia, biotyny, miedzi, błonnika, witamin. Są bogate w jednonienasycone tłuszcze, które chronią przed chorobami serca, regulują poziom cukru we krwi, pobudzają pracę mózgu i łagodzą stany depresyjne. Co więcej, mają zbawienny wpływ na włosy, paznokcie i skórę {źródło: http://dlaemeryta.pl/?option=com_content&view=article&id=241:dlaczego-warto-jesc-orzechy-czesc-pierwsza-nerkowce&catid=13&Itemid=412}







