Bieganie uzależnia. Ledwo wrócę z jednego treningu, a już mam ochotę na drugi. Wczoraj nie udało mi się poćwiczyć - spędzałam czas z rodziną na działce grillując, podlewając kwiatki, grając w piłkę z Synkiem, bawiąc się w namiociku i opalając. W planach miałam wieczorne bieganie, jednak zbyt szybki sen Czekoladki pokrzyżował moje plany.
Na szczęścia dzisiaj z samego rana udało mi się wybrać na ok. 20 minutowy bieg. Był on krótszy od tych wieczornych z dwóch powodów - bardzo mało zjadłam na śniadanie i nie chciałam zemdleć po drodze {no cóż, jestem z tych osób, które MUSZĄ zjeść śniadanie zaraz po wstaniu z łóżka}, po drugie dokuczał mi ból łydek po przedwczorajszym skakaniu na wyimaginowanej skakance.
Na szczęścia dzisiaj z samego rana udało mi się wybrać na ok. 20 minutowy bieg. Był on krótszy od tych wieczornych z dwóch powodów - bardzo mało zjadłam na śniadanie i nie chciałam zemdleć po drodze {no cóż, jestem z tych osób, które MUSZĄ zjeść śniadanie zaraz po wstaniu z łóżka}, po drugie dokuczał mi ból łydek po przedwczorajszym skakaniu na wyimaginowanej skakance.








