kk

czwartek, 13 grudnia 2012

Jak ubiór wpływa na nasz wygląd...

Dzisiaj rano przeglądając portale plotkarskie, natknęłam się na tą oto fotkę Kim Kardashian:


Niby nic takiego, ot zwykłe zdjęcie celebrytki. Jednak w oczy rzuca się coś zupełnie innego:


Nieładnie wżynająca się sukienka, która zamiast tuszować niedoskonałości ciała, jeszcze bardziej je uwypukla. Do tego strzał w kolano w postaci krótkiego topu i masakra modowa i wizualna gotowa. Dlaczego w ogóle o tym piszę? Do tej pory {właściwie do momentu rozpoczęcia związku z Westem} uwielbiałam patrzeć na styl Kim. W doskonały sposób umiała dopasować ubrania do swojej sylwetki. To, co chciała pokazać, pokazywała, ale robiła to w bardzo przemyślany sposób {a właściwie jej stylistka, która nie wiem, gdzie się teraz ukrywa}. To nie pierwsza modowa wpadka w wykonaniu Kim, ale TA ewidentnie pokazuje, jak poprzez nieodpowiedni rozmiar ciuchów można, optycznie dodać sobie kilkunastu centymetrów. Ani to nie wygląda seksowanie, ani estetycznie. Nie nawołuję, żeby wszyscy ludzie mieli brzuchy jak deski, co to, to nie, ale nie róbmy sobie świadomie krzywdy, tak jak to zrobiła Kim. 

Ja z przyjemnością popatrzę sobie na jej dawne stylizacje, które w estetyczny sposób pokazywały jej seksowną sylwetkę {co prawda była wtedy szczuplejsza, ale i zapewne nawet teraz, gdyby lepiej dobierała ubrania, mogłaby wyglądać równie dobrze}


J.

niedziela, 9 grudnia 2012

Nie popisałam się.

Dobra. Przyznaję się. Odkąd oficjalnie oświadczyłam, że rezygnuję ze słodyczy, pochłonęłam ich dwa razy więcej niż normalnie. Zawsze, ale to zawsze, gdy narzucam sobie jakieś postanowienie, moje myśli krążą wokół zakazanej rzeczy. Tak było i tym razem. Zdarzały się dni, które obfitowały w taką ilość słodyczy, że inne produkty schodziły na dalszy plan. Jak widać, na nic publiczne ogłaszanie końca jedzenia słodyczy, na nic robienie sobie postanowień - od tej chwili nic sobie nie obiecuję. Staram się jeść zdrowo, ale nie myślę obsesyjnie o tym, co wkładam do paszczy ;) Koniec nakładania na siebie ograniczeń, którym nie umiem w pełni sprostać. Nie da się zmienić swoich nawyków z dnia na dzień, jednak nie oznacza to, że dalej będę obżerać się słodyczami. Co to, to nie... Ale na bank też nie zredukuję ich do zera. 

Motywatorem do tego, by myśleć o tym co jem, będzie przylot do Polski mojego Męża {kiedy to będzie to nie wiem, ale na bank mam  jeszcze minimum 2 mc}. Nie chcę kolejny raz tłumaczyć się, że ja naprawdę ćwiczę codziennie, tylko nic po mnie nie widać, bo jem 3x więcej niezdrowych rzeczy niż przed jego wylotem. 

PS. Żeby była jasność - mój Mąż uważa, że jestem idealna, ale ja sama wiem, że niektóre części mojego ciała dalekie są od ideału ;) Zapewne, nawet gdybym przytyła 10 kg, Mąż nic by nie powiedział, ale ja sama chcę wyglądać dobrze - dla siebie i dla niego :) I tak będzie! Zmykam do ćwiczeń :)

Buziaki :)

Na poprawę humoru :)

J.


środa, 5 grudnia 2012

Dieta CrossFit - czyli powrót do pradawnych czasów...

Wybaczcie mi ten mały 'zastój crossfitowy'. Dzisiaj wracam z nowymi informacjami, które mam nadzieję, okażą się dla Was interesujące i pomocne.

Przypominam, że o tym, czym jest trening CrossFit pisałam TU i TU.

Dzisiaj chciałam skupić się, nie na samych ćwiczeniach, a na odżywaniu i odpowiedniej diecie, która jest niezbędna przy wysiłku fizycznym. Nie od dziś wiadomo, że osoba aktywna fizycznie szczególnie powinna zwracać uwagę, na to co ląduje na jej talerzu. Z palety produktów powinna wybierać te, które dadzą jej siłę i odpowiednią dawkę energii niezbędną do wykonywania ćwiczeń. Podobnie jest w przypadku CrossFitu, który doczekał się swojej własnej {dosyć kontrowersyjnej} kompozycji dietowej.

Greg Glassman - twórca treningu CrossFit, sekret diety CrossFitowej wyjaśnia w kilku słowach:  
"Jedz mięso i warzywa, orzechy i nasiona, nieco owoców, małe ilości produktów zawierających skrobię – wyeliminuj cukier. Dbaj, aby spożywane ilości pokarmów były adekwatne do zakresu wykonywanych ćwiczeń, lecz nie powodowały przyrostu tkanki tłuszczowej."

http://www.sfd.pl/


wtorek, 4 grudnia 2012

Ten kto nie upada, nigdy się nie podnosi.

Ostatnio pisałam Wam o moim słodyczoholiźmie. Prawdą jest, że przez moją słabość do słodyczy stoję w miejscu w mojej walce z tłuszczykiem {chociaż mój Mąż twierdzi co innego, ale o tym wkrótce}. Poniżej prezentuję Wam winowajcę weekendowego załamania. 


Moje ukochane piszingery. Kocham je, uwielbiam, ubóstwiam. Miłością tą zaraziłam mojego Męża, który 'usycha' w Tanzanii bez ich słodkiego smaku {hehe na szczęście wkrótce mój brat zrobi mu prezent urodzinowy i zawiezie mu całą paczuszkę}.
Jestem w stanie zjeść ich ponad 20, wzbudzając 'zachwyt' otoczenia. Są tak słodkie, że aż gorzkie, a ja nie umiem bez nich żyć. Ale... postanowiłam to zmienić. Od wczoraj trzymam się z daleka od wszelkich słodkości i zamierzam kontynuować to do 24 grudnia. Wtedy, poluzuję sobie troszkę {ale nie całkowicie} i skosztuję {z głową!} świątecznych smakołyków. Trzymajcie za mnie kciuki, bo to naprawdę duże wyzwanie dla mnie.


 Aaa... przede mną Mikołaj ;)))) Ratunku! :)


Aktywność fiz:
rowerek st - 40 min v
Tamilee Webb na brzuch v
hh - 20 min v

J.

niedziela, 2 grudnia 2012

Źle się dzieje w państwie polskim.

A w szczególności w moim świecie. Zaczął się grudzień - nowy miesiąc, nowe możliwości. A ja co? A ja marnuję to wszystko, nad czym tak ciężko pracowałam. Czasami zastanawiam się, po co ja właściwie ćwiczę, skoro i tak wszystko co spalę, momentalnie nadrabiam z nawiązką. I nie chodzi mi tutaj o normalne jedzenie, tylko o słodycze. Nie umiem nad nimi zapanować. Jedynym skutecznym wyjściem byłoby rozpoczęcie diety South Beach, ale jak sobie pomyślę, że lada chwila będzie Mikołaj, a potem Święta, to odechciewa mi się jakiegokolwiek dietkowania. Ech. No i bądź tu człowieku mądry i pisz wiersze. Dodatkowo Mąż utwierdza mnie w tym, że jestem piękna i chuda, i że nie potrzebuję jakiejkolwiek diety, no i jak tak go posłucham dłużej, to zaczynam wierzyć w jego słowa ;p Głupia baba ze mnie. 

Dobra, już nie narzekam. Ciesze się, że pomimo tych wszystkich upadków słodyczowych, wciąż mam motywację do codziennych ćwiczeń :) Wczoraj dla urozmaicenia treningu zamiast Tamilee Webb, zrobiłam sobie 10 minute z Mel B. Postanowiłam, że będę sobie przeplatać różne ćwiczenia na brzuch, tak by nie stracić całkowicie motywacji. 


Po cichu czaję się na trening brzucha z Jillian lub z serii P90X, ale na razie, przy mojej obecnej słabej kondycji psychicznej, to chyba za wysokie progi.

Czekam na rady, jak skutecznie opanować słodyczociąg! :)

Aktywność na dziś:
-Tamilee Webb - 2 zestaw na brzuch v
-rowerek st. - 40 min v
-hh- 5 min {Syn mi nie pozwolił :(} v

J.