kk

środa, 24 października 2012

Ech, ech, ech...

Niestety moje 100dniowe wyzwanie przesunęło się w czasie, i to znacznie. Tak się składa, że jako Mama 19miesięcznego Szkraba, nie dysponuję taką ilością czasu wolnego, jaką bym chciała, więc chcąc nie chcąc, pewne sprawy musiały zejść na dalszy plan. W tym przypadku były to ćwiczenia brzucha. Ale, żeby nie było - ĆWICZYŁAM, tylko nie tyle, ile bym chciała i niekoniecznie tą partię ciała, którą powinnam. 

Do rzeczy:
  • codziennie jeżdżę na rowerku stacjonarnym około 40 - 50 minut, 
  • o ile pogoda pozwoli, spaceruję z Synkiem ok. 2 h,
  • kręcę hh ok. 20 minut, ale niestety zawsze brakuje mi czasu na zmuszenie się do brzuszków. 

Powiecie - ćwicz, gdy dziecko śpi. Yhy. Tylko w dzień moje dziecko śpi bardzo mało, naprawdę. Zdążę pojeździć na rowerku, pokręcić hh i koniec. Za to w nocy kładzie się spać o 1. Wtedy jestem taka zmordowana, że jedyne, co umiem z siebie wykrzesać to "dobranoc" do Męża.
Dobra, nie narzekam. Dzisiaj odsypiam zarwaną nockę, a jutro biorę się za siebie. 

Na poprawę humorku wrzucam fotki, które ostatnio mnie bardzo inspirują, w trzech kategoriach - moda (beż, złoto, włosy!), uroda (kocham brwi Kenzy!)  i spoooort (idealny brzuch!) :)

 
Źródło fotek: facebook, kenzas.se, http://mniejwagix3.pinger.pl/
J.

sobota, 20 października 2012

100 days.

Tak jak w temacie. Wyzywam siebie na pojedynek - 100 dniową walkę z oponką, boczkami i słodyczami.


A oto mój plan:

Przez 100 dni codziennie robię ćwiczenia na brzuszek: do wyboru mam Tamilee Webb - Ja chcę mieć taki brzuch, 10 minut na brzuch z Mel B, 8 minute ABS i hulahop. Oczywiście nie wszystko na raz. W ciągu tygodnia mieszam zestawy, tak, by mięśnie nie przyzwyczaiły się do jednego rodzaju ćwiczeń i dodatkowo dodaję cardio. Na dzisiaj zaplanowałam sobie rowerek i 10 minut z Mel B, chociaż jak oglądałam te ćwiczenia z Mel, to od samego patrzenia miałam dość (chociaż jej brzuch jest zachęcający, no może wolałabym troszkę "mniej męski") ;p


No, aleeee... Pomalutku, pomalutku i do przodu. Dzisiaj jest dzień przedsetkowy. Dopiero od jutra zaczynam odliczanie, bo niestety dzisiaj poprawiałam sobie humor piszingerami (niedobra ja!!!! :P). Tak, więc od jutra wielkie 100dniowe wyzwanie z Jahstiną! :)


A na koniec kilka rad z Shape, jak pozbyć się "oponki" na brzuchu:


Hmmm... 4 razy w tygodniu? Dla mnie bajka, nie zawsze mam czas i ochotę na ćwiczenia. A jeśli ta przerwa w ćwiczeniach ma mi pomóc, to czemu nie? :)))) No to do dzieła :D Spalamy piszingerki! :)))

J.

środa, 17 października 2012

Uch, ach... czyli Mama ćwiczy z Dzieckiem :)

Będąc jeszcze w ciąży, na swoim drugim blogu namawiałam do ćwiczonek z brzuszkami ciążowymi. Dzisiaj chciałam podjąć podobny temat, tyle, że już nie będzie on służy celebracji brzuszka, tylko jego redukcji :)))) Postaram się tutaj zebrać informacje przydatne dla aktywnych mam, które pragną utrzymywać dobrą formę i jednocześnie spędzać czas ze swoim dzieckiem.

Na pierwszy ogień idzie bieganie z wózkiem. Jest to sport bardzo popularny za granicą, natomiast w Polsce nie cieszy się on tak dużym zainteresowaniem. Podobno pomalutku bieganie oraz jeżdżenie na rolkach ze specjalnym wózkiem zaczyna wkraczać na tereny naszego kraju. Jak jest naprawdę to ciężko mi teraz ocenić, gdyż większość czasu spędzam w jednym miejscu, w którym nigdy nie spotkałam się z taką formą aktywności. Zapewne duży wpływ mają na to "bardzo proste chodniki" i ogólny brak odpowiednio zagospodarowanej przestrzeni. Nie wiem jak to wygląda w innych większych miastach, ale mam nadzieję, że dzięki temu wpisowi dowiem się tego od Was :) Pokrótce przybliżę tzw. baby jogging. Jak sama nazwa wskazuje jest to bieganie z jednoczesnym pchaniem wózka z dzieckiem. Od razu zaznaczam, że nie chodzi tutaj o typowy wózek spacerowy, tylko odpowiednio przystosowany do biegania (cena takiego wózka waha się od 800 do 1700zł) tj.:
  • posiada 3 koła
  • jest lekki i z łatwością się go pcha
  • koła powinny być duże (30-40cm), przy czym przednie nie powinno być skrętne
  • powinien być możliwie długi dla wygody dziecka, najlepiej z wysuniętą ramą
  • mają nisko osadzony środek ciężkości, który zapewnia stabilność i równowagę
  • posiadają dobrą amortyzację i hamulce
  • wyposażony w pasy bezpieczeństwa, które pozwalają na przypięcie dziecka
  • odsuniętą rączkę od wózka, dzięki czemu podczas biegu nie kopie się w ramę wózka
Korzyści płynące z takiego biegania czy też jeżdżenia na rolkach są oczywiste. Wysportowane ciało, mniej kilogramów na wadze, wydzielające się endorfiny, czyli hormony szczęścia czy też spędzanie aktywnie czasu na świeżym powietrzu ze swoim dzieckiem. Wady? Nie każde miasto jest przystosowane do takiego sportu, co więcej dziecko musi być na tyle duże, żeby można z nim wyjść na taki "spacer" no i cena takiego wózka - joggera. Zainteresowane mamy tym tematem odsyłam do lektury stronek: http://www.yp.pl/blog/sport/sport-i-wypoczynek-czynny/baby-jogging-czyli-aktywna-mama/,http://www.repka.pl/Sylwetka/Nowosci/Jogging-z-wozkiem.aspx, http://blog.fitbay.pl/moda-na-baby-jogging/, http://bieganie.pl/?cat=22&id=1328&show=1

A żeby mieć pogląd jak to wszystko wygląda zapraszam do obejrzenia filmiku z programu Rozmowy w toku:


A co jeśli ktoś ma w domu mniejsze dziecko lub po prostu nie lubi się pocić w czysto widoczny sposób? To polecić zawsze można pływanie. Taką wodną przygodę można zacząć od najwcześniejszych miesięcy dziecka. Niektórzy twierdzą, że już nawet 2 miesięczne niemowlę można zabrać na basen, osobiście bałabym się z tak małym szkrabem poznawać tajniki pływania. 
Jak mówią naukowcy taka forma aktywności bardzo dobrze wpływa na rozwój dziecka - woda działa na rozwój nowych bodźców, których nie są w stanie poznać w normalnym domowym środowisku. Średnio do 6-8 miesiąca utrzymuje się odruch z życia płodowego, maluch nie boi się wody, nie otwiera ust podczas pływania i oddycha przez nos, w późniejszym etapie niestety ten odruch zanika.
Jakie są inne plusy wodnego baraszkowania?:
  • rozwija się więź pomiędzy dzieckiem i rodzicem
  • jest to wspaniała gimnastyka stawów i mięśni
  • wpływa na koordynację ruchów
  • wspomaga odporność na choroby
  • stosowane jest w rehabilitacji chorób kręgosłupa
  • kształtowany jest zmysł równowagi, zmysł dotyku
  • odpowiednio prowadzone zajęcia w wodzie regulują pracę układu oddechowego, czasami normują fazy snu i czuwania
O czym należy pamiętać zanim zabierzemy malca na pływalnię?
1.Zaświadczenie od lekarza pediatry o braku przeciwwskazań do zajęć w wodzie.
2.Ważny karnet.
3.Strój kąpielowy dla rodzica i pieluszkę do pływania dla malucha.
4.Klapki dla rodzica i obuwie na zmianę dla dzieci chodzących.
5.Ręcznik dla siebie i dwa ręczniki lub ręcznik i szlafroczek dla malucha.
6.Nosidełko
7.Kosmetyki dla siebie i dla dziecka oraz suszarkę do włosów, jeśli nie ma na wyposażeniu basenu
8.Pieluszkę na zmianę
9.Przekąskę by posilić się po zajęciach.

CO WAŻNE:
1.Należy przebadać dziecko i uzyskać od lekarza pisemną zgodę na uczestnictwo w zajęciach z pływania.
2.Nie należy smarować dziecka oliwkami i kremami.
3.Jeśli podczas zajęć wymagane są czepki, należy pokazać się dziecku kilka razy wcześniej w domu w czepku, aby nie bało się rodzica podczas lekcji.
4.Nie należy karmić dzieci później niż na pół godziny przed zajęciami. Wyjątek stanowi karmienie piersią.

http://strona.treeswimming.nazwa.pl/niemowlaki-2.html

Osobiście marzy mi się taka forma spędzania czasu wolnego z Bartulkiem. Jedyną moją obawą jest strach przed przeziębieniem Czekoladki (boję się zapalenia ucha :/) oraz niepewność przed nieumiejętnym trzymaniem mojej Żabki :P Ale wierzę, że wkrótce pokonam swój strach, znajdę basen przystosowany dla niemowlaków (polecacie jakiś?) i razem odkryjemy na nowo wodny świat.

Na dzisiaj tyle moich propozycji, stopniowo postaram się rozszerzyć ten wpis, żeby powstał fajny poradnik z propozycjami na aktywne spędzanie czasu z dzieckiem. Mam nadzieję, że pomożecie mi w tym i wypiszecie swoje propozycje :))))

J.

wtorek, 16 października 2012

Extreme.

Przedwczoraj, jak większość z Was, z zapartym tchem śledziłam historyczny wyczyn Felixa Baumgartner'a. Mocno trzymałam kciuki i kibicowałam mu w jego wielkim skoku. Na bieżąco śledziłam każdą informację o temperaturze i ciśnieniu wewnątrz i na zewnątrz kapsuły, a także o ogólnych warunkach panujących wewnątrz pomieszczenia. Z niepokojem przyjęłam wiadomość o problemach z systemem ogrzewającym i parującą szybką kasku. Zastanawiałam się, jak duży wpływ będzie to miało na warunki skoku. Na szczęście, awaria została usunięta i nie odbiła się negatywnie na skoczku.

Samo otwarcie kapsuły i wejście na próg, był dla mnie niesamowitym przeżyciem. Widok kulistej Ziemi był magiczny! :)


W myślach zastanawiałam się, co może czuć osoba, która stoi nad swoją planetą, którą obserwują miliony ludzi, która wie, że lada chwila stanie się coś nieprzewidywalnego, coś co może mieć wpływ na jego życie.

Moment skoku wywołał we mnie panikę i lęk - co się stanie w trakcie skoku, a jeśli straci przytomność, a jeśli nie otworzy się spadochron, a jeśli skafander nie wytrzyma i pęknie? Pewnie jak większość z Was, zamarłam w chwili wirowania Felixa, z niecierpliwością czekałam na dalszy rozwój sytuacji. Na szczęście, Austriak opanował kręcenie i spokojnie otworzył spadochron, który pozwolił mu bezpiecznie wylądować na ziemi.


Dlaczego o tym piszę? Sama jestem raczej ostrożną osobą, mam lęk wysokości i raczej nie zdecydowałabym się na skok z takiej wysokości. Jednak to, co zrobił Felix, sprawiło, że na nowo odkryłam w sobie "starą" pasję - marzenie o szerzeniu wiedzy o turystyce kosmicznej w Polsce i jako założyciel Space Tourism Society Oddział Polska, pragnę to marzenie realizować.  


Wyczyn Baumgartner'a pokazał, że taka forma "rozrywki" jest czymś realnym i niesamowitym. Bo powiedzcie mi, czy nie chcielibyście zobaczyć na własne oczy krzywizny Ziemi? Nieba czarniejszego niż smoła? Kawałka nieznanego kosmosu?



Na koniec ukłony w stronę Felixa, który udowodnił, że jeszcze wiele przed nami do odkrycia i... spróbowania :))))

J.

sobota, 13 października 2012

Myjemy, szorujemy i sprzątamy...

oraz kalorie spalamy. I znowu post z serii: jak zaangażować mięśnie, gdy nie ma czasu na ćwiczenia. Oczywiście poniższym wpisem Ameryki nie odkryję, ale być może niektórym (którzy uciekają od obowiązków domowych, jak ja) dam do myślenia i przekonam, że czasami warto chwycić za odkurzacz, czy ścierkę do kurzu :) 

Tak, jak wspominałam, ja nienawidzę sprzątać. Naprawdę. Nie lubię ścierać kurzu, ani zmywać naczyń. Za to nie mam nic przeciwko odkurzaniu. No, ale jak to czasami bywa, człowiek w brudzie żyć za długo nie może (a to ze względów zdrowotnych, a to psychicznych), więc od czasu do czasu, musi "przeprosić się" ze zmiotką, czy szmatką i troszkę posprzątać. Tak, jak ja dzisiaj. Ale, jak widać, sprzątanie nie poszło na marne, bo po pierwsze jest czyściej :), a po drugie jest wpis na blogu :D, który być może zachęci kogoś do sprzątania ;)))) lub... spania :))) 

Poniżej zamieszczam tabelkę - motywatorkę, w której zebrałam i zestawiłam większość domowych aktywności, które w zupełnie nieświadomy sposób spalają kalorie :)))

Opracowanie własne na podstawie: http://kobieta.dlastudenta.pl/artykul/Spalanie_kalorii,6387.html

Oczywiście niektóre czynności i ilość spalanych kalorii trzeba traktować z przymrużeniem oka, ale świadomość, że podczas, tak nielubianych, aktywności spalamy kalorie, a tym samym gubimy zbędne cm z ud, czy brzucha, naprawdę może poprawić humor :)

Ja po dzisiejszym dniu, mogę sobie zsumować spalone kalorie podczas sprzątania i pochwalić się, że wynik wynosi około 500 kcal :D Niby nic, a jednak... :))))



J.