Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me

kk

środa, 4 grudnia 2013

3 tydzień wyzwania Lisy.

3 tydzień z wyzwaniem Lisy to niezły hardcore. W porównaniu do poprzednich dwóch, mogę powiedzieć, że jest to {jak na razie} najtrudniejszy tydzień. Różni się on od poprzednich kilkoma kwestiami:
-treningi trwają dłużej - dni 15 i 16 to prawie 80 minut ćwiczeń,
-zmiana w cardio - skakanka często zamieniana jest na: burpees, pajacyki, bieg w miejscu z wysoko podniesionymi nogami, przysiady z wyskokiem, mountain climbers,
-trening nr 17 - masakra dla ramion, klatki piersiowej, bicepsów i tricepsów. Jak na razie jeden z dni, który nie przypadł mi do gustu. Ćwiczenia powtarzają się w nieskończoność, przez co można poczuć się znudzonym. Dotrwałam do końca tylko dlatego, że nie lubię się poddawać :) Minęły dwa dni od tego treningu, a ja dalej nie mogę ruszać rękami :D
-dzień 19 to dzień 40 minutowego cardio. Lisa namawia do biegania na świeżym powietrzu. O ile wszystko pójdzie po mojej myśli, to właśnie tak spędzę piątkowy trening :)



To na razie tyle moim spostrzeżeń. Trening nr 16 {nastąpiły małe zmiany, spowodowane brakiem czasu, musiałam zamienić dwa treningi tak, by nie stracić żadnego dnia :), ale lada chwila zrobię też szesnasty trening}, 18 i 19 jeszcze przede mną, ale z tego co się orientowałam są całkiem przyjemne. W szczególności bieganie outdoor'owe pozytywnie mnie nakręca. Stęskniłam się za joggingiem. Jako, że za niecały miesiąc startuję w biegu, to pasowałoby troszkę pomyśleć o urozmaiceniu treningów ;) Ale... Postaram się to wszystko nadrobić po powrocie Męża ;) Wtedy nie będzie już wymówek, że nie mam z kim Czekoladki zostawić. 

Dużo osób pyta mnie o fotki i spadki cm. Po zakończeniu całego wyzwania postaram się zrobić podsumowanie - zarówno fotograficzne, jak i wymiarowe. Jest jeden mały problem. Fotki, które cyknęłam na samym początku zostały skasowane przez mojego Synka, została jedna, czy dwie... No, ale zawsze to rzuci jakiś obraz na stan początkowy. I tak najważniejszy jest efekt końcowy, prawda? :) Ja sama po sobie widzę zmiany - jeszcze nie osiągnęłam stanu idealnego {w moim rozumowaniu}, ale i tak nie jest źle. Największe zmiany widzę w okolicy boczków i na wysokości pępka. Szczegóły za 13 dni :)

Kto podobnie jak ja, walczy z Lisą? Na którym jesteście dniu? Jak wrażenia?

J.

8 komentarzy:

  1. nie liczy się tylko efekt końcowy bo nikt z nas nie wie jak aktualnie wyglądasz więc lepiej jak jednak można porównać przed i po.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dl mnie najważniejszy jest efekt końcowy, ale tak jak pisałam, mam dwie fotki z początków, więc takie porównanie na bank też się pojawi :)

      Usuń
  2. Jestem ciekawa efektów:) Ale z tego co piszesz to niezły hardcore przygotowała Lisa,więc i rezultaty zapewne będą zadowalające:)

    OdpowiedzUsuń
  3. czekam na podsumowanie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzeczywiście... na papierze wygląda to na niezły wycisk. Ale z pewnością warto spróbować :D Efekty same nie przyjdą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hejka ja zabieram się za trening od stycznia :D cały czas czytam jak ci idzie

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...