Nawet nie wiecie, jak cieszy mnie popularność mojego wyzwania przysiadowego. Jestem pod wrażeniem, jak wiele osób postanowiło przyłączyć się do wykonywania codziennych przysiadów. Zainspirowana tym faktem oraz zbliżającym się latem {to już za 99 dni!!!!}, postanowiłam wymyślić nowe wyzwanie - 30 dni z ćwiczeniami na boczki, czyli STOP MUFFIN TOP.
wtorek, 5 marca 2013
poniedziałek, 4 marca 2013
Punkt widzenia zależy od punktu... pochodzenia?
Pewnie większość z Was już to wie, ale przypomnę, że mój Mąż pochodzi z Tanzanii. Z czym kojarzy Wam się Tanzania? A może lepiej - z czym kojarzy Wam się Afryka? Z Kilimandżaro, safari, słoniami, żyrafami, zebrami i innymi dzikimi zwierzętami? Okey. A z czym jeszcze? Może z ładnie zbudowanymi, krągłymi pośladkami, biodrami i niesamowitym wyczuciem rytmu? Taką namiastką afrykańskiej kobiety może być Tiffany Rothe, która ma wszystko na swoim miejscu - pupę, biodra, biust, brzuszek. Podoba mi się to, że pokazuje, że wcale nie trzeba mieć wychudzonej figury, żeby być FIT. Polecam te ćwiczenia wszystkim kobietom, które mają jakieś kompleksy na tle swojej sylwetki - naprawdę nie warto :) Można być sexi w każdym rozmiarze - grunt to dobrze czuć się z samym sobą {ale, nic nie poradzę na to, że ja sama czuję się sexi troszkę chudsza, stąd ta moja walka o perfekcyjny brzuch :o}.
Dobra, ale to nie jest dokładnie to, o czym chciałam napisać. Dalszy ciąg zgadywanki. Z czym jeszcze kojarzy Wam się Afryka? Z AIDS? Z HIV'em? No właśnie. Nie bójmy się o tym napisać. Afryka jest kontynentem, na którym ten problem szczególnie jest widoczny. I to dosłownie. Na ulicach m.in. Tanzanii można spotkać wychudzonych, chorych na AIDS ludzi, którzy nie raz wyglądają, jak niektóre skrajne 'fit inspiracje'. Dlaczego o tym piszę? Wczoraj, podczas rozmowy z Mężem na Skype {obecnie przebywa w Tanzanii}, poprosiłam go, by rzucił okiem na fotki mojego brzucha. Chciałam zapytać czy widać różnicę i ogólnie poznać jego opinię. I wiecie co usłyszałam? Żebym już więcej nie ćwiczyła, bo za niedługo będę wyglądać jak Ci ludzie, którzy są chorzy... Stwierdził, że teraz jest idealnie, żebym już nic nie zmieniała, bo tylko przedobrzę. Yyyy. Od razu wyjaśniam - mój Mąż nie jest fanem puszystych kształtów, ale też nie lubi chudych dziewczyn. Nieskromnie mogę napisać, że jest fanem mojej figury ;) A po przysiadach na nowo zauroczyła go moja pupa haha, jak to mówi - Wy biali musicie ćwiczyć by mieć takie pośladki, my czarni z takimi się rodzimy i je KOCHAMY. I to jest właśnie ta różnica w postrzeganiu ciała - my dążymy do szczupłej sylwetki, a Afrykańczycy dumnie afiszują swoje krągłości. Dla nich chude wcale nie oznacza ładne...
I może czas wziąć z nich przykład i przestać zamartwiać się każdym dodatkowym kg? :)))
I może czas wziąć z nich przykład i przestać zamartwiać się każdym dodatkowym kg? :)))
J.
niedziela, 3 marca 2013
Podsumowanie 6Weeks Six-Pack: wymiary i fotki brzucha.
Wczoraj wspominałam Wam, że w końcu zakończyłam 6Weeks Six-Pack. Było to dla mnie wyzwanie o wiele większe niż 30 Day Shred - sześć tygodni z jednym zestawem to naprawdę dla mnie za długo, więc z radością wykonałam ostatni trening. Tym bardziej, że w drugim levelu nie widziałam rezultatów swoich ćwiczeń - demotywowało mnie i bardzo zniechęcało do ćwiczeń, ale dla własnej satysfakcji postanowiłam zakończyć cały zestaw. Podczas wykonywania treningu, zamiast mięśni brzucha cały czas czułam uda i pośladki i nie wiedziałam, czy robię coś źle, czy po prostu ten level ma na celu rozruszanie wszystkich mięśni. Brak efektów widoczny jest także w porównaniu wymiarów - poza powiększeniem się bioder, nic się nie zmieniło.
sobota, 2 marca 2013
O tym, jak Jillian zrobiła mnie w konia...
w ostatnim dniu 6 Weeks Six - Pack. Jak co dzień, odpalam sobie drugi level 6W6P, rozpoczynam rozgrzewkę, potem circuit 1, a tu nagle bum i ćwiczenia mi się zatrzymują. Zaraz się włączą - myślę sobie kontynuując ćwiczenia i faktycznie tak się stało. No to dalej wykonuję sobie ćwiczenia z Jill {o te kilka sekund dłużej, bo nie pozwoliłam Jill wykonywać ćwiczeń samotnie ;)}, a tu nagle ciach i znowu Jill skamieniała w jednej pozie. Okey Jillian, Ty sobie odpocznij z dziewczynami, a ja poćwiczę w tym czasie - pomyślałam wyraźnie podirytowana. Niestety Jillian już się nie poruszyła i tak wykonałam cały zestaw z pamięci, dodając do niego o kilkanaście więcej powtórzeń, w wyniku czego ostatni dzień, zamiast 35 minut wykonywałam prawie 50... A to Jillian sprytna. Myślała, że jak się zatnie to odwołam ostatni dzień i przeniosę go na jutro? Nic z tych rzeczy droga koleżanko - znam Twój zestaw na pamięć i tym samym oficjalnie ogłaszam, że DZISIAJ ZAKOŃCZYŁAM 6WEEKS SIX-PACK. Yeeeeah :) I did it, maaaan. ;)
Dzisiaj nie dam rady podsumować całego zestawu, ale jutro postaram się cyknąć fotki i porobić wymiary. Wiem tylko jedno - jestem mistrzem {i nie obchodzi mnie, że tylko dla samej siebie ;)}. Udowodniłam sobie, że dam radę i dałam - pomimo okresu, chorych zatok, chorego dziecka i innych przeciwności losu. Aaaaa... I am the best :)
Jakie mam plany na kolejne dni? Jeszcze dokładnie nie wiem, ale najprawdopodobniej dotrzymam towarzystwa Mamie przy skalpelu + Tiffoczki + przysiady. Chyba potrzebuję odpoczynku od Jillian {mam nadzieję, że mi to wybaczy i przyjmie mnie, gdy będę na to gotowa ;)}. Ostateczną decyzję podejmę jutro i na 100% dam Wam znać. Tymczasem idę odpocząć czytając Wasze blogi :*
J.
piątek, 1 marca 2013
Ćwiczenia dla kobiet w ciąży part 1.
Przed chwilką dostałam prywatną wiadomość z pytaniem o ćwiczenia dla kobiet w ciąży. Jako, że jakieś 1,5 roku temu robiłam podobny wpis na moim drugim blogu, pozwolę sobie go lekko zmodyfikować i wrzucić także tutaj.
Z własnego doświadczenia wiem, jak minimalna aktywność fizyczna pozytywnie wpływa na samopoczucie, poprawę wyglądu i humoru kobiety. Przed ciążą byłam dosyć aktywna pod względem sportowym, zarówno przez rodzaj uczelni, na której studiowałam, jak i przez rodzinne wychowanie - tenis, squash, basen, jogging, brzuszki (TamileeWebb czy też ABS), hula hop, turystyka górska, czy też inne formy rozładowywania napięcia nie są mi obce.
Po zrobieniu testu ciążowego i ujrzeniu 2 kresek w głowie zapaliła mi się czerwona lampka i od razu napłynęła myśl - "hallo, jak to teraz będzie? mam zrezygnować z tego co kocham i sprawia mi radość?". Od razu porzuciłam tenisa, squasha, hula hop, brzuszki i rowerek stacjonarny, wolałam poczekać z tym wszystkim najpierw do pierwszej wizyty u lekarza, ewentualnie do rozwiązania. Jedyną przyjemnością, której sobie nie odmówiłam była moja ukochana aktywność - turystyka górska, dokładnie w tym samym dniu, w którym dowiedziałam się o ciąży wyruszyłam z rodzicami do Zakopanego, a dokładniej hen hen wysoko w góry. Czułam się świetnie, mózg się dotlenił, Synek (jeszcze wtedy nie znałam płci, of course) miał okazję pooddychać świeżym górskim powietrzem i powoli oswajać się z pięknem tego świata. Ta mała wyprawa uświadomiła mi, że nie muszę rezygnować z ruchu, jeżeli tylko dobrze się czuję, nie robię nic ponad swoje siły i nie mam przeciwwskazań lekarskich. Wizyta u mojego lekarza jeszcze bardziej mnie w tym utwierdziła, jestem zdrowa, ciąża przebiega prawidłowo, przed zajściem w ciążę byłam aktywna ruchowo, więc nie ma żadnych powodów na nagłą zmianę życia. Wiadomo, że na okres 9 miesięcy musiałam zrezygnować z hula hopu, brzuszków i intensywnego tenisa, ale rowerek stacjonarny jak najbardziej jest zalecany. Pierwszym krokiem po powrocie z wizyty lekarskiej było wpisanie w google formułek: aktywność fizyczna w ciąża, sport w ciąży, ćwiczenia dla kobiet w ciąży.
Z własnego doświadczenia wiem, jak minimalna aktywność fizyczna pozytywnie wpływa na samopoczucie, poprawę wyglądu i humoru kobiety. Przed ciążą byłam dosyć aktywna pod względem sportowym, zarówno przez rodzaj uczelni, na której studiowałam, jak i przez rodzinne wychowanie - tenis, squash, basen, jogging, brzuszki (TamileeWebb czy też ABS), hula hop, turystyka górska, czy też inne formy rozładowywania napięcia nie są mi obce.
Po zrobieniu testu ciążowego i ujrzeniu 2 kresek w głowie zapaliła mi się czerwona lampka i od razu napłynęła myśl - "hallo, jak to teraz będzie? mam zrezygnować z tego co kocham i sprawia mi radość?". Od razu porzuciłam tenisa, squasha, hula hop, brzuszki i rowerek stacjonarny, wolałam poczekać z tym wszystkim najpierw do pierwszej wizyty u lekarza, ewentualnie do rozwiązania. Jedyną przyjemnością, której sobie nie odmówiłam była moja ukochana aktywność - turystyka górska, dokładnie w tym samym dniu, w którym dowiedziałam się o ciąży wyruszyłam z rodzicami do Zakopanego, a dokładniej hen hen wysoko w góry. Czułam się świetnie, mózg się dotlenił, Synek (jeszcze wtedy nie znałam płci, of course) miał okazję pooddychać świeżym górskim powietrzem i powoli oswajać się z pięknem tego świata. Ta mała wyprawa uświadomiła mi, że nie muszę rezygnować z ruchu, jeżeli tylko dobrze się czuję, nie robię nic ponad swoje siły i nie mam przeciwwskazań lekarskich. Wizyta u mojego lekarza jeszcze bardziej mnie w tym utwierdziła, jestem zdrowa, ciąża przebiega prawidłowo, przed zajściem w ciążę byłam aktywna ruchowo, więc nie ma żadnych powodów na nagłą zmianę życia. Wiadomo, że na okres 9 miesięcy musiałam zrezygnować z hula hopu, brzuszków i intensywnego tenisa, ale rowerek stacjonarny jak najbardziej jest zalecany. Pierwszym krokiem po powrocie z wizyty lekarskiej było wpisanie w google formułek: aktywność fizyczna w ciąża, sport w ciąży, ćwiczenia dla kobiet w ciąży.
Ku mojej wielkiej radości wujek google mnie nie zawiódł i wyświetlił mi garść stron do przestudiowania na interesujący mnie temat. I ja, w tym oto poście chcę się z Wami podzielić moimi wiadomościami na temat sportu w ciąży, a także swoimi doświadczeniami sportowymi przez tych 9 miesięcy stanu błogosławionego.
Na samym początku muszę zaznaczyć, że każdą aktywność fizyczną powinniśmy ustalić z naszym lekarzem, ginekologiem-położnikiem, to on może zadecydować i wskazać ewentualne przeciwwskazania do uprawiania sportu w naszym przypadku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










