kk

środa, 6 lutego 2013

New in: Wyciskarka do cytrusów.

Sezon na pomarańcze i mandarynki w pełni. Nie wiem jak Wy, ale my wykorzystujemy, a raczej wyciskamy go na maksa :) Jakiś czas temu, zupełnie nieplanowanie w naszym domu pojawiła się najprostsza wyciskarka do cytrusów z Carrefoura. Jej cena nie była wygórowana, właściwie to można powiedzieć, że była adekwatna do swoich funkcji :) W naszym przypadku są one wystarczające - 
-obrotowa wyciskarka soku z cytrusów, 
-kontrolka regulująca ilość miąższu w soku,
-wygląd także bez zastrzeżeń.


Dzięki własnoręcznie wyciskanym sokom, wiem, co piję ja i mój Synek. Swoją drogą, Czekoladka rozkochał się w takich domowych soczkach - jedyne co go intryguje, to miąższowe "włosy". Hehehe. Zawsze jak pije taki sok to mówi: "Mama. Włosy!" :)

Uwielbiam takie smaczne orzeźwiające napoje. Zdecydowanie bardziej niż niedobre dosładzane kartonowe soki ze sklepu. Wiem, że nigdy w 100% nie wyeliminuję chemii w produktach, które spożywam, ale jeśli mogę w jakimś stopniu to zrobić, to czemu nie :) {pomijając fakt chemii w samych owocach}.

Komuś szklaneczkę?

***
Ze spraw treningowych:
- jeszcze dokładnie 3 dni dzieli mnie od 2 levelu 6w6p. Nie mogę się doczekać. W niedzielę rano możecie się spodziewać relacji z 3 tygodni z 6weeks ;)


-dzisiaj minęła mi połowa wyzwania przysiadowego. Obawiam się kolejnych 15 dni. Teraz już jest ciężko, a co dopiero będzie jutro, pojutrze... i w 30 dniu oO?



-jutro tłusty czwartek i nie wiem jak przetrwam, zważywszy na postanowienie o niejedzeniu słodyczy. Ratunku! :)




J.

poniedziałek, 4 lutego 2013

Ćwiczenia z YT.

Uwielbiam XXI wiek. Dlaczego? Dzięki niezliczonej ilości materiałów i treningów dostępnych w Internecie, śmiało mogę robić to, za co inni płacą np. na fitnessie, u dietetyka czy siłowni. Nie mówię, że to drugie jest złe, bo ma swoje plusy, ale ja zdecydowanie wolę pocić się w domowym zaciszu {poza moim ukochanym tenisem, bieganiem i rolkami <3}. Tak jak dzisiaj. Z samego rana odpaliłam nowe 6minutowe YouTubowe zestawy Ewy Chodakowskiej i wypróbowywałam je na sobie. Niestety Czekoladka pozwolił mi na wykonanie 80 przysiadów ze SQUAT CHALLENGE, jednego treningu z Ewą i pierwszej serii z drugiego filmiku. Na szczęście nadmiar energii mogłam rozładować przy codziennym odkurzaniu, gotowaniu i zimowym spacerku z Synkiem {pamiętajcie, wtedy też spalamy kalorie ;)}. Teraz jestem świeżo po 6w6p, a obecnie jadę sobie na rowerku stacjonarnym :) Jak widać motywacja wróciła :) Ohhh yeah :)


Co do YT filmików z Ewą - szczerze? Ćwiczenia doskonale znam z zestawów z Mel B i Jillian. Nic nowego, ale zawsze można je wykorzystać do porannej rozgrzewki. Poczekam na kolejne treningi i dopiero wtedy je ocenię. 

A Wy widziałyście już nowe zestawy Ewy? Jak wrażenia? 

J.

niedziela, 3 lutego 2013

Wytaczam nową broń - SB1.

Problem z brakiem motywacji do ćwiczeń zaczął się u mnie wraz ze złamaniem kilku zasad żywieniowych: opychaniem się jedzeniem i spożywaniem za dużej ilości słodyczy. Jak wiecie, ze słodyczami skończyłam wraz z nadejściem lutego, z kolei z opychaniem się postanowiłam rozprawić się w dniu dzisiejszym. Od dawna to planowałam, a dopiero od dzisiaj tak naprawdę zamieniam plany w działania. Dzisiaj rozpoczęłam 'dietę' South Beach. Pisałam o niej kilkukrotnie na blogu, a w najbliższym czasie temat ten będzie się przewijał o wiele częściej. Zdecydowałam się pominąć fazę 1, z racji tego, że po pierwsze: nie mam do zgubienia zbyt wielu kilogramów, a po drugie: nie wyobrażam sobie życia bez owoców ;) Niech Was nie zmyli słówko 'dieta' - mam zamiar totalnie zmienić swoje nawyki żywieniowe i w końcu cieszyć się pełnią... życia :)

Niestety same ćwiczenia fizyczne nie zmienią mojego ciała, a już na pewno nie zmniejszą okolic brzucha. Idzie wiosna, za chwilę zrzucimy ciepłe kurtki i swetry i ja do tego czasu będę miała mój idealny brzuch <3


Kto ze mną? Łapki w górę :)

Pamiętajcie:  
Abs are made in the kitchen. Abs are made by eliminating junk and processed food! :)*


*oczywiście plus aktywność fizyczna ;)

J.

sobota, 2 lutego 2013

Dlaczego nie ćwiczę z Ewą?

Od kilku dni to pytanie chodzi po mojej głowie. Po wczorajszym, niespełna 15minutowym treningu z Ewą, mam niezłe zakwasy nóg i pośladków. Szczerze? Już zapomniałam, jak to jest mieć zakwasy po treningu. Z Jill ćwiczę już ponad 40 dni, a zakwasy miałam tylko na samym początku. Czy to oznacza, że źle wykonuję ćwiczenia, które pokazuje Jillian? Staram się robić wszystko tak, jak ona lub towarzyszące jej dziewczyny, słucham tego, co mówi, więc raczej nie.

Przygodę z Ewą zaczęłam po wydaniu jej płyty tzw. Killera. Wykonałam go chyba z trzy razy, za każdym razem totalnie mnie zmiażdżył. Niby wytrzymywałam do końca, ale śmiało mogę napisać, że końcówkę robiłam ostatkiem sił. Z ćwiczeń zrezygnowałam z powodu Czekoladki, która nie umiał, bądź też nie chciał spać ciągiem 45 minut. Potem w Internecie naczytałam się o błędach, które popełnia Ewa w swoich treningach, co mnie dodatkowo zniechęciło do ćwiczeń {ale z drugiej strony zawsze mogę wykonywać ćwiczenia nie patrząc na technikę Ewy}. Dodatkowym powodem był brak motywacji płynący ze strony Ewy {jej słowa, brak energii w ogóle mnie nie zachęcał do przekraczania kolejnych 'granic}. Później odkryłam Jillian, która jest wulkanem energii i dobrym motywatorem i tak zaczęłam z nią najpierw 30DS, a teraz jestem prawie w połowie 6W6P. 

Po wczorajszym mini treningu z Ewą zaczynam się zastanawiać, czy po zakończeniu 6W6P, nie wrócić do jej killera. Nie mówię, że będę go robić codziennie {bo pewnie nie dałabym rady}, ale tak 3 razy w tygodniu + inne treningi z Jill. Dlaczego o tym myślę? Wyniki dziewczyn oraz moje odczucia po jej morderczym treningu pchają mnie do ponownego podjęcia walki. Jak myślicie? Warto? Ciekawa jestem dlaczego Wy ćwiczycie, bądź nie ćwiczycie z Ewą?



J.


piątek, 1 lutego 2013

Kryzys?

Czuję się totalnie wyssana. Coraz częściej, zamiast ćwiczeń, mam ochotę wskoczyć do łóżka i przytulić się do Synka w trakcie jego popołudniowej drzemki. Mam wrażenie, że cała moja energia gdzieś wyparowała. Oczywiście walczę z tymi pragnieniami i zmuszam się do codziennego wysiłku. Zabawne - jeszcze miesiąc temu nie mogłam się doczekać treningu z Jill, a teraz muszę się ZMUSZAĆ do ćwiczeń. Czyżby to oznaczało, że potrzeba mi odpoczynku?

Dzisiaj razem z Synkiem wykonałam 15minutowy Szok Trening z Ewą {nie wiem dlaczego, ale Czekoladka uwielbia, gdy z nią skaczę ;)} - to tak w ramach odpoczynku w SQUAT CHALLENGE ;)


A teraz jestem świeżo po 6W6P. Szczerze? Ten level 1 zaczyna mi się niesamowicie dłużyć. Niestety przede mną jeszcze 8 dni i w końcu zamienię go na coś nowego. To jest minus tego treningu. Uważam, że 10 dni, takich samych ćwiczeń pod rząd to idealny okres, a po nim powinna nastąpić zmiana. No, ale... Jakoś to przeboleję.