kk

środa, 25 lipca 2012

Spalamy piszingerki.

Tak jest :) 4 dzień z killerem zaliczony. Właśnie wypociłam część piszingerów, które zjadłam w ostatnich kilku miesiącach. Ranyyy, jak to jest, że zjedzenie takiego jednego piszingera trwa sekundę, a spalenie go ponad godzinę? To nie fair. No dobra, nie narzekam. Jak się grzeszyło, to teraz trzeba odpokutować :P Ja w dniu dzisiejszym nie grzeszyłam, ale odpokutować i tak trzeba było :) 
Jak mi dzisiaj poszło? Nawet, nawet. Spociłam się jak mysz kościelna (porównanie mojej Mamy), ale warto było. Uczucie po jest niesamowite. Teraz siedzę koło śpiącego Synka wymaziana jakimiś kremami chłodzącymi i się relaksuję. W ogóle byłam pewna, że dzisiaj odpuszczę ćwiczenia, z racji niechęci Czekoladki do snu, no ale na szczęście udało mi się go jakoś przekonać do popołudniowej drzemki i tym samym wykonać trening. Ufff... i dobrze, bo żałowałabym opuszczonego dnia :P

http://spec.pl/kulinaria/ciasta-i-desery/pischinger-przepisy-na-wafle-przekladane

PS. jak myślicie, ile piszingerków udało mi się dzisiaj spalić podczas treningu z Ewą? :))) Podobno podczas treningu można spalić do 600 kcal, tylko ile ma taki jeden piszinger (znalazłam info, że jeden pischinger = 345 kcal, więc wychodziłoby, że spaliłam tylko 1,5 ciastka!!!?)

J.

wtorek, 24 lipca 2012

Trzeci dzień z Ewą...

uważam za zrealizowany. Wylałam siódme poty, ale na szczęście dotrwałam do ostatnich przyjemnych ćwiczeń rozciągających :) Muszę przyznać, że dzisiejszy trening był najlepszy z dotychczasowych. Było ciężko, ale jednak tak jakby łatwiej od wcześniejszych treningów. Pocieszające, tym bardziej, że mam zamiar nie rozstawać się z tymi ćwiczeniami. Fakt jestem po nich zmęczona jak koń po westernie, ale i satysfakcja po zakończonym treningu jest wielka :)))) Teraz jadę sobie na rowerku stacjo i zabieram się za inne obowiązki. A wieczorkiem, gdy Synek pójdzie spać strzelę sobie dodatkową seryjkę brzuszków :P Wczoraj było tylko 55 (z czego 5 nadprogramowych, bo mój Mąż mnie oszukał w liczeniu), ale dzisiaj postaram się zrobić więcej. Ciao :*

Źródło: Internet

J.

niedziela, 22 lipca 2012

Zakwasy.

Wow, już zapomniałam jakie to uczucie obudzić się rano z zakwasami. Bieganie za Synkiem i dźwiganie go jest w dniu dzisiejszym dla mnie wyzwaniem. Na szczęście Mąż godnie przejął te obowiązki, więc ja ograniczyłam się tylko do prowadzenia rowerku i do delikatnego spacerku. Teraz, co prawda, staram się rozruszać mięśnie i rozbić zakwasy, dlatego wskoczyłam sobie na rowerek stacjonarny. Oczywiście to nie koniec ćwiczeń, postaram się dzisiaj zrobić killera, na tyle na ile starczy mi sił :)))) Być może uda mi się dzisiaj nawet przekonać Mamę :) No, ale to później, gdy Czekoladka pójdzie spać z Tatą :P

Jeśli chodzi o redukcję słodyczy, to nie mogę się pochwalić niczym szczególnym. Niestety z samego rana obudził mnie widok cudnie pachnących ciast i piszingerów. Także mam co spalać :P No, ale jak to się mówi - NIE OD RAZU RZYM ZBUDOWANO :)


J.

sobota, 21 lipca 2012

Prawdziwy killer.

Padnięta, ale zadowolona ogłaszam wszem i wobec, że już jestem po pierwszych ćwiczeniach z Ewą. Jedyne co jestem w stanie napisać to - gdzie się podziała moja kondycja? Rany julek. Ćwiczenia dają nieźle w kość, tym bardziej, że od porodu nie mogę się pochwalić dużą aktywnością fizyczną. Do tej pory myślałam, że 8minute abs to są ćwiczenia, ale teraz wiem, że to tylko mały pikuś ćwiczeniowy. Dla przypomnienia samej sobie wklejam porównanie mojego brzucha przed i po absie (dobre czasy przed ciążą, gdy miałam wystarczająco dużo czasu i motywacji na ćwiczenia)


Teraz czas wytoczyć potężniejsze działa, bo i brzuszek wygląda gorzej (fotki wkrótce). Wiem, że ćwiczenia z Ewą mi pomogą, o ile wytrwam w nich wystarczająco długo. Killer wymiata i być może jeszcze nie jestem w stanie zrobić wszystkich ćwiczeń w takim samym tempie, co Ewa, ale to, że wytrwałam do końca uważam za swój osobisty sukces. Mam nadzieję, że z każdym kolejnym treningiem będzie tylko lepiej. Wiem, że dam radę :) Gra jest warta świeczki.

J.


Totalna rewolucja.

Nowy dzień, nowe możliwości. Od dnia dzisiejszego wprowadzam zmiany w swoje życie, a tym samym zmiany na jah-stina's life. Od teraz blog ten nie będzie stricte blogiem modowym, tylko lifestylowym, a co za tym idzie pojawi się więcej notek z życia codziennego, związanych z moją pasją, która troszkę odeszła na bok na okres ciąży, a teraz powraca ze zdwojoną siłą. Nie oznacza to jednak, że koniec ze stylizacjami, co to to nie, ale nie będzie to jedyny temat bloga. Mam nadzieję, że spodoba Wam się nowa polityka i będziecie mnie dalej odwiedzać. 

Ok dość formalności, przechodzę do najważniejszego.

Wczoraj wieczorem, zamiast pisać pracę magisterską przeglądałam różne fora i blogi w poszukiwaniu inspiracji i informacji o dobrych ćwiczeniach modelujących całe ciało. Praktycznie na każdym blogu, który przeglądałam znalazłam informacje o ćwiczeniach Ewy Chodakowskiej z lipcowego Shape. Nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała tych ćwiczeń, dlatego za punkt honoru wzięłam sobie zdobycie tej płyty. Z radością pragnę poinformować, że i ja stałam się posiadaczką płyty i od dzisiaj zaczynam współpracę z Ewą. O postępach będę informować na bieżąco. Tymczasem wracam do magisterki, którą piszę jadąc na rowerku stacjonarnym! :))))



J.