Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me

kk

niedziela, 12 stycznia 2014

2. Bieg Wielkich Serc w Krakowie.

Relacja na świeżo. Jeszcze czuję ból mięśni po biegu, który dzisiaj wystawił mnie na wielką próbę. Śnieg, silny wiatr, okres - to tylko kilka z czynników, którym musiałam się przeciwstawić. O ile śnieg i okres mogłam jeszcze przeżyć, o tyle wiatr dawał mi się bardzo we znaki. Kilkukrotnie musiałam łapać czapkę, aż w końcu stwierdziłam, że będę biegła bez niej. Nie wiem, czy było to dobre posunięcie, mam nadzieję, że tego nie odchoruję, ale naprawdę nie byłam w stanie skupić się na biegu, gdy co krok musiałam naciągać czapkę na głowę. Porażka.

UBIÓR:
Zanim przejdę do samego opisu biegu, skupię się na moim ubiorze. O moim niezadowoleniu z czapki już wiecie, czy jestem zadowolona z reszty? Nie do końca. Przede wszystkim przesadziłam z ilością ubrań {a jednak! :(}. Po kilku metrach już wiedziałam, że jednak niepotrzebnie założyłam dodatkową bluzkę z długim rękawem. Było mi gorąco, niewygodnie i w ogóle do bani. To samo w przypadku rękawiczek {nie ma ich na fotce, bo w pierwszej chwili miałam ich nie zakładać}, ale z nimi uporałam się dosyć szybko. Jedyne co mnie nie zawiodło to kurtka i buty {następnym razem obiecuję umyć je przed robienie fotki}. Chociaż moment, w którym wpadłam do głębokiej kałuży do przyjemnych nie należał :D

Wniosek na przyszłość - mniej warstw ubrań, cieńsze legginsy, usunąć niepotrzebne elementy tj. rękawiczki oraz opaska zamiast czapki!

 
BIEG:
Wiedziałam, że będzie ciężko - już w nocy słyszałam ten przeraźliwy podmuch wiatru. Miałam jednak nadzieję, że troszkę osłabnie lub chociaż będzie współpracował podczas biegu {o ja naiwna :(}. Po odebraniu pakietu i szybkim sprawdzeniu początku trasy, moje wszelkie nadzieje prysły jak bańka mydlana. Wiatr wcale nie zmalał, baaa... wiał jeszcze mocniej, dodatkowo sypiąc śniegiem po oczach. No cóż. Pierwszych 2,5km było pod wiatr, niestety ostatnie km wcale z wiatrem nie były {podstępny drań!}. W myślach prosiłam o jakąś pomoc w postaci podmuchu napędzającego moje nogi, niestety takiego nie dostałam.
Pierwszy km był dla mnie katorgą. Nic nie szło zgodnie z moim planem. Po kilku metrach czułam jak ciągną mnie mięśnie {a przecież rozgrzewałam się przed startem :( jako dowód fotka poniżej}, ale biegłam dalej. 



W między czasie zdejmowałam kolejne części garderoby. Najpierw rękawiczki, później czapkę. Niestety dalej czułam, że jest mi za gorąco. W myślach prosiłam o koniec biegu {aaa i o coś do jedzenia :D}. Czułam się potwornie. Wizja kolejnych km wcale mnie nie napędzała do działania. Wręcz przeciwnie. Chciałam zejść na bok i usiąść na ławce :( Co mi pomogło? Jedna myśl: Im szybciej dobiegniesz do mety, tym szybciej to się skończy. Wstań i walcz! Pierwszy km jest zdradliwy. Naprawdę. Dopiero po połowie zaczęła odzyskiwać wiarę w samą siebie. Jednak zdecydowanie to nie był mój dzień.


Bieg ukończyłam z czasem 00:27:50, czyli gorszym o 2minuty od mojego rekordu z Biegu Sylwestrowego. Mam jednak na uwadze, że były inne warunki, ale i tak jestem z siebie niezadowolona. Chociaż... Na dzień dzisiejszy dałam z siebie wszystko, szkoda jednak, że nie jest to równoznaczne z zadowoleniem z samej siebie {widać po mojej minie po ukończonym biegu :/}.


Do domu wróciłam z serduszkowym medalem, który tak jak obiecałam, oddałam Synkowi {mojemu wiernemu kibicowi, który machał mamie tuż przed metą :*}. 



MOJE SPOSTRZEŻENIA:
-nie lubię biegać tą samą trasą. Bieg w tą i z powrotem to nie moja bajka. Zdecydowanie bardziej lubię zróżnicowane trasy,
-o wiele bardziej podobała mi się atmosfera 10. Krakowskiego Biegu Sylwestrowego. Dzisiaj miałam wrażenie, że mniej osób przyszło tam po dobrą zabawę, czuć było zdrową rywalizację {może to i dobrze, ale mnie to troszkę zestresowało},
-za słaby doping kibiców! :P,
-jeszcze raz powtarzam, pierwszych 1000m jest podstępne, kolejnych też, życie zaczyna się po 3km :D
-WIĘCEJ i rozsądniej trenować {niestety od Biegu Sylwestrowego bardzo mało ćwiczyłam i mamy tego skutek},
-KOCHAM moją RODZINĘ {Mamo, Mężu, Synku - dziękuję, że ze mną byliście i czekaliście na mnie na mecie :*}. Aha... Mamo, nie każda karetka na sygnale wiezie Twoją córkę :D
-organizacja, jak na charytatywny bieg SUPER. Nie mam zastrzeżeń :) Herbatka była, napoje były, numerki były, TOI TOI'e były {hahaha i pomyśleć, że właśnie tam spotkałam moją profesor z AWF :D}. Dziękuję za fajny bieg. Za rok też się pojawię. A co.

A teraz... Teraz szukam kolejnego biegu :D Polecacie coś? 

Video z wczorajszego biegu, nakręcony przez kibica. Tak apropo "braku śniegu" :D


J.

25 komentarzy:

  1. Jesteś bardzo inspirującą osobą :-) dzięki Tobie się zastanawiam nad uczestnictwem w imprezie biegowej :P Fajne paznokcie :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie każdy kto wystartuje już jest zwycięzcą:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też biegłam w tym biegu, ale uciążliwego śniegu nie kojarzę, kilka błąkających się płatków, aż pytałam współtowarzyszy, ale też twierdzą, że śniegu nie było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. błąkające się płatki czego? deszczu, gradu? chyba śniegu tak? zaprzeczenie w jednym zdaniu :)

      Usuń
    2. Dorzuciłam fotkę. Zerknij na 5 foto i ujrzysz płatki śniegu.

      Usuń
    3. Tak apropo braku śniegu - film z wczorajszego biegu :)

      https://www.youtube.com/watch?v=8umZ4dJ5bjE#t=1230

      Usuń
  4. Trochę przesadziłaś z tą okropną pogodą, śnieg to jakieś błąkające się płatki, a wiatr wiał tylko na początku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to chyba moja rodzina też przesadza i filmiki też pokazują nieprawdę :)

      Usuń
    2. Na zdjęciach nie widać śniegu, a nawet jeżeli by był, to w styczniu nie jest to nic nadzwyczajnego.

      Usuń
    3. Tutaj widać doskonale śnieg http://www.mmkrakow.pl/photo/1935166/Bieg+Wielkich+Serc+dla+WO%C5%9AP%2C+Krak%C3%B3w+12+01.2014#photoBrowsing

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    4. He, he faktycznie śnieżyca szaleje, ledwo widać otaczający świat ;) Kobiety lubią narzekać :)

      Usuń
    5. ale przecież to nie jest narzekanie, po prostu stwierdzam fakt, że ten bieg był dla mnie trudniejszy niż Sylwestrowy m.in. przez inne warunki pogodowe :/ i właśnie m.in. śnieg był tym innym, trudniejszym czynnikiem :/ to anonim robi z igły widły :/

      Usuń
  5. Powiedz mi, a biegasz też poza tymi imprezami biegowymi? : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym roku jeszcze nie biegałam, w tamtym biegałam we wrześniu i w październiku :) Potem tylko w biegu sylwestrowym.

      Usuń
  6. Jako kolejny bieg proponuję VI Bieg ku Rogatemu Ranczu. Bardzo fajna impreza, polecam!! Wiecej tu: http://www.maratonypolskie.pl/mp_index.php?dzial=3&action=5&code=27955

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluje, też tak bym chciała, ale leń mi nie pozwala:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja che pobiec Warsaw Orlen Matarhon na odcinku 10 km, i patrząc na Twoje zdjęcia jestem jeszcze bardziej przekonana do tego pomysłu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratki:) Jak komuś się nudzi zapraszam na mój blog: http://blogi-o-life-style.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...