Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me Click Me

kk

sobota, 28 lipca 2012

Olejowanie włosów podejście pierwsze.

Jako, że jestem jeszcze przed treningiem (Synek jeszcze nie śpi), postanowiłam naolejować swoje włosy, tak by przez całe ćwiczenia się nagrzewały, a następnie wymyję je kosmetykami Alterra, jak zawsze po kilerku ;) Zgodnie z Waszymi radami nałożyłam olej od połowy włosów, tak by zbytnio ich nie obciążać. Ciekawa jestem efektów. 


J.

8 minute abs.

Pewnie dla większości z Was, ćwiczenia 8 minute abs nie są nowością. Powiem Wam szczerze, że ja osobiście je lubię, bo są krótkie (co przy Małym Dziecku wskazane) no i dosyć skuteczne. Moja przygoda z tymi ćwiczeniami zaczęła się  dokładnie 9.07.2008r. i trwała nieprzerwanie aż do momentu dowiedzenia się o ciąży, czyli do 14.07.2010 roku. Wiadomo, że samymi brzuszkami nie osiągnie się spektakularnych wyników, więc jakieś cardio wskazane, w moim przypadku był to rowerek stacjo, pływanie i bieganie. Teraz, po porodzie postanowiłam połączyć 8 minutówki na brzuch  i hh z treningiem Ewy. Jeden dzień maltretuję sam brzuch, a następnego robię sobie kilerka. Ciekawe czy mi się uda ;))) Moim marzeniem jest powrócenie do biegania i pływania, ale na tą chwilę jestem ograniczona czasowo, więc kombinuję z ćwiczeniami domowymi. Wierzę, że nawet bez wychodzenia z domu można osiągnąć fajne efekty :)


J.

piątek, 27 lipca 2012

Day off.

Dzisiaj dzień bez Ewy. Dziwnie mi i nieswojo, ale jednak wolę poświęcić ten jeden dzień na inne sprawy, a nadrobić to wieczornymi ćwiczeniami 8 minute abs na brzuch i hula hop. Właściwie to już mam za sobą 20 min hh, ale być może później uda mi się jeszcze pokręcić.

A tak z innej beczki, zapraszam Was na zapoznanie się z moim drugim blogiem i wpisem o akcji Unicefu i Domestosa, którą wspieram.

Dziewczyny, zaopatrzyłam się w całą serię Alterry i już dzisiaj planuję pomaltretować włosy. Dodatkowo zaczynam stosować olejek kokosowy, który przywiózł mój Mąż z Tanzanii. Zero chemii, sama natura. Podobno efekty po nim są super. Jeśli się sprawdzi poproszę Męża o więcej :) Tylko nie do końca wiem, jak go stosować. Na całe włosy? Na końcówki? Na ile godzin? Any ideas?


J.

czwartek, 26 lipca 2012

5 dzień.

Dzisiaj będzie lakonicznie, bo niestety mam na głowie mnóstwo spraw, a czas zdecydowanie nie jest moim sprzymierzeńcem. Piąty dzień z Ewą Chodakowską zaliczony. Muszę przyznać, że z każdym dniem jest lepiej, chociaż coraz ciężej wygospodarować wolną godzinę do ćwiczeń. Nie chcę nawet myśleć, jak to będzie, gdy Mąż poleci do Tanzanii. Wtedy najprawdopodobniej będę musiała porzucić te ćwiczenia na rzecz innych, krótszych i mniej hałaśliwych (czy tylko ja tak głośno robię sprint? :P). Na szczęście do tego czasu mam jeszcze troszkę treningów przed sobą, więc mam nadzieję, że zaobserwuję jakieś zmiany w swojej sylwetce. Głównie chodzi mi o okolice brzucha, który nie jest jakiś szczególnie wielki, ale umięśniony też nie. Wkrótce planuję porobić sobie fotki, więc zobaczycie o czym piszę. A tymczasem zmykam do Męża i Synka :)


Źródło: Internet

J.

środa, 25 lipca 2012

Naszła mnie taka myśl wieczorową porą:

- Muszę zrobić coś z włosami. 
Sama nie wiem co, ale moje włosy doprowadzają mnie do szału. Z racji tego, że mam w domu Małą Włosomaniaczną Czekoladkę, która uwielbia maltretować moje włosy, najczęstszą fryzurą w jakiej można mnie spotkać, to upięty wysoko kok. Zmiana następuje tylko na czas treningu, kiedy to upinam warkocza (nie wiem dlaczego, ale podskakujące włosy bardziej mnie motywują :P). No, ale ileż można. Mam ochotę rozpuścić włosy i wyglądać jak człowiek. Hmmm... Zdecydowanie muszę poszukać włosowych inspiracji i... dobrego fryzjera ;)


A Was proszę o polecenie w komentarzu jakiegoś skutecznego i dobrego specyfiku na zniszczone, długie włosy. Będę zobowiązana :) Słyszałam pozytywy o masce Alterra z Rossmanna, stosuje ktoś?

J.

Spalamy piszingerki.

Tak jest :) 4 dzień z killerem zaliczony. Właśnie wypociłam część piszingerów, które zjadłam w ostatnich kilku miesiącach. Ranyyy, jak to jest, że zjedzenie takiego jednego piszingera trwa sekundę, a spalenie go ponad godzinę? To nie fair. No dobra, nie narzekam. Jak się grzeszyło, to teraz trzeba odpokutować :P Ja w dniu dzisiejszym nie grzeszyłam, ale odpokutować i tak trzeba było :) 
Jak mi dzisiaj poszło? Nawet, nawet. Spociłam się jak mysz kościelna (porównanie mojej Mamy), ale warto było. Uczucie po jest niesamowite. Teraz siedzę koło śpiącego Synka wymaziana jakimiś kremami chłodzącymi i się relaksuję. W ogóle byłam pewna, że dzisiaj odpuszczę ćwiczenia, z racji niechęci Czekoladki do snu, no ale na szczęście udało mi się go jakoś przekonać do popołudniowej drzemki i tym samym wykonać trening. Ufff... i dobrze, bo żałowałabym opuszczonego dnia :P

http://spec.pl/kulinaria/ciasta-i-desery/pischinger-przepisy-na-wafle-przekladane

PS. jak myślicie, ile piszingerków udało mi się dzisiaj spalić podczas treningu z Ewą? :))) Podobno podczas treningu można spalić do 600 kcal, tylko ile ma taki jeden piszinger (znalazłam info, że jeden pischinger = 345 kcal, więc wychodziłoby, że spaliłam tylko 1,5 ciastka!!!?)

J.

wtorek, 24 lipca 2012

Trzeci dzień z Ewą...

uważam za zrealizowany. Wylałam siódme poty, ale na szczęście dotrwałam do ostatnich przyjemnych ćwiczeń rozciągających :) Muszę przyznać, że dzisiejszy trening był najlepszy z dotychczasowych. Było ciężko, ale jednak tak jakby łatwiej od wcześniejszych treningów. Pocieszające, tym bardziej, że mam zamiar nie rozstawać się z tymi ćwiczeniami. Fakt jestem po nich zmęczona jak koń po westernie, ale i satysfakcja po zakończonym treningu jest wielka :)))) Teraz jadę sobie na rowerku stacjo i zabieram się za inne obowiązki. A wieczorkiem, gdy Synek pójdzie spać strzelę sobie dodatkową seryjkę brzuszków :P Wczoraj było tylko 55 (z czego 5 nadprogramowych, bo mój Mąż mnie oszukał w liczeniu), ale dzisiaj postaram się zrobić więcej. Ciao :*

Źródło: Internet

J.

poniedziałek, 23 lipca 2012

Cracov time.

Dzisiejszy dzień przeznaczyłam na relaks i regenerację sił spacerując po uliczkach Krakowa. Moje zakwasy dawały mi nieźle w kość, więc każde schodzenie z górki odczuwałam potrójnie, no ale jakoś dałam radę nawet z Synkiem na rękach. Prawda jest taka, że gdybym tylko miała przed sobą perspektywę godzinnej drzemki Czekoladki (niestety wyspał się w samochodzie :P), to wymęczyłabym jeszcze tego killera (albo on mnie ;)), a tak to muszę się pocieszyć jazdą na rowerku (przerywaną przez Synka) i wieczornymi brzuszkami (Mąż zadeklarował wsparcie i pomoc). Tymczasem uciekam jeszcze troszkę pojeździć na rowerze, a Was zostawiam z dzisiejszymi fotkami ze spacerku po moim ukochanym Krakowie (więcej późnym wieczorkiem na mtoto-wangu.blogspot.com)

PS. wybaczcie zamazaną twarz, ale wyjątkowo byłam dziś nie w formie ;)


Aktywność fizyczna:
55 brzuszków v
rowerek stacjo 45 min v
spacerek v
J.

niedziela, 22 lipca 2012

Jest moc.

Drugi dzień z killerem zaliczony. Szczerze powiedziawszy, byłam przekonana, że nie dam rady zrobić nawet minuty ćwiczeń, ale z każdym poskokiem było coraz lepiej. Nawet odważę się napisać, że było lepiej niż wczoraj. Jedynym grzechem ćwiczeniowym była niespodziewana 15 minutowa przerwa spowodowana telefonem koleżanki, która świeżo urodziła córeczkę. Potrzebowała wsparcia i dobrej rady, więc wiadomym było, że trening może poczekać. Po zakończeniu rozmowy, oczywiście wykonałam ćwiczenia do końca i w nagrodę usłyszałam gratulacje z ust Ewy :) Niah, niah. Po ćwiczonkach wskoczyłam pod prysznic, ogarnęłam się i poszłam na spacerek z Syneczkiem i Mężem. Odwiedziliśmy pobliski plac zabaw, na którym znajduje się mini siłowania, więc jeszcze troszkę "przypakowałam" haha. A teraz jadę sobie na rowerku stacjonarnym i piszę tego posta ;p  No i to tyle, byle do jutra :)))))

A poniżej moje ulubione ćwiczenia - pozycja zmutowanej żaby <3


J.

Zakwasy.

Wow, już zapomniałam jakie to uczucie obudzić się rano z zakwasami. Bieganie za Synkiem i dźwiganie go jest w dniu dzisiejszym dla mnie wyzwaniem. Na szczęście Mąż godnie przejął te obowiązki, więc ja ograniczyłam się tylko do prowadzenia rowerku i do delikatnego spacerku. Teraz, co prawda, staram się rozruszać mięśnie i rozbić zakwasy, dlatego wskoczyłam sobie na rowerek stacjonarny. Oczywiście to nie koniec ćwiczeń, postaram się dzisiaj zrobić killera, na tyle na ile starczy mi sił :)))) Być może uda mi się dzisiaj nawet przekonać Mamę :) No, ale to później, gdy Czekoladka pójdzie spać z Tatą :P

Jeśli chodzi o redukcję słodyczy, to nie mogę się pochwalić niczym szczególnym. Niestety z samego rana obudził mnie widok cudnie pachnących ciast i piszingerów. Także mam co spalać :P No, ale jak to się mówi - NIE OD RAZU RZYM ZBUDOWANO :)


J.

sobota, 21 lipca 2012

Prawdziwy killer.

Padnięta, ale zadowolona ogłaszam wszem i wobec, że już jestem po pierwszych ćwiczeniach z Ewą. Jedyne co jestem w stanie napisać to - gdzie się podziała moja kondycja? Rany julek. Ćwiczenia dają nieźle w kość, tym bardziej, że od porodu nie mogę się pochwalić dużą aktywnością fizyczną. Do tej pory myślałam, że 8minute abs to są ćwiczenia, ale teraz wiem, że to tylko mały pikuś ćwiczeniowy. Dla przypomnienia samej sobie wklejam porównanie mojego brzucha przed i po absie (dobre czasy przed ciążą, gdy miałam wystarczająco dużo czasu i motywacji na ćwiczenia)


Teraz czas wytoczyć potężniejsze działa, bo i brzuszek wygląda gorzej (fotki wkrótce). Wiem, że ćwiczenia z Ewą mi pomogą, o ile wytrwam w nich wystarczająco długo. Killer wymiata i być może jeszcze nie jestem w stanie zrobić wszystkich ćwiczeń w takim samym tempie, co Ewa, ale to, że wytrwałam do końca uważam za swój osobisty sukces. Mam nadzieję, że z każdym kolejnym treningiem będzie tylko lepiej. Wiem, że dam radę :) Gra jest warta świeczki.

J.


Totalna rewolucja.

Nowy dzień, nowe możliwości. Od dnia dzisiejszego wprowadzam zmiany w swoje życie, a tym samym zmiany na jah-stina's life. Od teraz blog ten nie będzie stricte blogiem modowym, tylko lifestylowym, a co za tym idzie pojawi się więcej notek z życia codziennego, związanych z moją pasją, która troszkę odeszła na bok na okres ciąży, a teraz powraca ze zdwojoną siłą. Nie oznacza to jednak, że koniec ze stylizacjami, co to to nie, ale nie będzie to jedyny temat bloga. Mam nadzieję, że spodoba Wam się nowa polityka i będziecie mnie dalej odwiedzać. 

Ok dość formalności, przechodzę do najważniejszego.

Wczoraj wieczorem, zamiast pisać pracę magisterską przeglądałam różne fora i blogi w poszukiwaniu inspiracji i informacji o dobrych ćwiczeniach modelujących całe ciało. Praktycznie na każdym blogu, który przeglądałam znalazłam informacje o ćwiczeniach Ewy Chodakowskiej z lipcowego Shape. Nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała tych ćwiczeń, dlatego za punkt honoru wzięłam sobie zdobycie tej płyty. Z radością pragnę poinformować, że i ja stałam się posiadaczką płyty i od dzisiaj zaczynam współpracę z Ewą. O postępach będę informować na bieżąco. Tymczasem wracam do magisterki, którą piszę jadąc na rowerku stacjonarnym! :))))



J.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...