kk

niedziela, 31 marca 2013

Jak zmieniło się ciało Zuzki Light?

Ćwiczę z Zuzką za krótko, żeby wypowiadać się na temat skuteczności jej ćwiczeń. Jednak ona sama, na swojej stronie internetowej często wrzuca fotki fanów, którzy prezentują zmiany jakie zaszły w ich ciałach, dzięki zestawom treningowym Zuzki. Nie będę kopiować tych fotek, bo sami możecie zobaczyć je u niej na stronce, a naprawdę warto bo są bardzo motywujące.

A co z ciałem Zuzki? Czy zawsze miała tak ładnie umięśniony brzuch? Wczoraj z ciekawości włączyłam sobie filmik z pierwszym ZWOW'em, który Zuzka wrzucała ponad rok temu. Co zauważyłam? Ano kilka ciekawych rzeczy - lekko wystające boczki, tłuszczyk na brzuchu i udach i zdecydowanie mniej widoczne mięśnie. Nie mówię, że była gruba, co to, to nie, ale zdecydowanie wyglądała inaczej niż obecnie. Podobno po odejściu z bodyrock, Zuzka miała gorsze dni, co odbiło się na jej wyglądzie. Sama na swojej stronie internetowej wspomina, że wtedy miała dłuższą przerwę od ćwiczeń i zdrowego jedzenia i to odbiło się na jej wyglądzie i kondycji.

Zuzka jest typową gruszką - tłuszczyk w głównej mierze gromadzi jej się na udach. Widać to zarówno na starszych fotkach {z okresu, gdy odeszła z bodyrock}, jak i tych najnowszych. Bez intensywnych treningów i diety, zapewne narzekałaby na tą część ciała. Na temat biustu się nie wypowiadam, bo wszyscy doskonale wiemy, że nie jest on naturalny. Jeśli chodzi o sam brzuszek - obecnie mięśnie tej części ciała są ładnie widoczne - zdecydowanie spowodowane jest to niskim procentem tłuszczu w jej organizmie. Podobnie, jak w przypadku ud, gdyby tylko pofolgowała sobie z niezdrowym jedzeniem i zaprzestała ćwiczeń, mięśnie od razu zrobiłyby się mniej widoczne z powodu przykrywającego je 'tłuszczykowego budyniu'.

sobota, 30 marca 2013

Wow! ZWOW ;) - SPROSTOWANIE!

Że też ja wcześniej tego nie odkryłam. To znaczy odkryłam, ale wahałam się, czy warto porzucać Jillian na rzecz Zuzki. Teraz wiem, że było warto. I to nie jest tak, że dyskredytuję Jill - jej programy są naprawdę skuteczne, a ona sama bardzo motywująca, ale Zuzka to zupełnie inny poziom. Nie ma się co oszukiwać - wyższy poziom. Śmiało mogę napisać, że Jillian jest dobrym wstępem przed ZWOW'ami. Uczy pompek, przysiadów, planków. Z kolei Zuzka poprzez skrócenie czasu, przy jednoczesnym zwiększeniu intensywności i obciążenia, maksymalnie podnosi poziom. Niewątpliwą zaletą ćwiczeń Zuzki jest także to, że nie ma rutyny - codziennie możesz ćwiczyć inny zestaw lub powtarzać jeden, aż do opanowania go w 100%.

Nie będę oszukiwać. Ćwicząc z Jillian prawie 30 minut dziennie, z lekkim przymrużeniem oka spoglądałam na krótkie filmiki Zuzki. Myślałam sobie - Taaaa... dobre sobie. 15 minut ćwiczeń, pewnie nawet się nie spocę, a już będę musiała kończyć. I tak było za pierwszym razem. Dlatego wtedy dołożyłam sobie inne ćwiczenia z bodyrock. Teraz wiem, że problem nie tkwił w Zuzce, ale we mnie. A właściwie w zbyt małym obciążeniu. Odkąd trenuję z hantlami 6kg {na więcej na razie się nie porywam}, nie mam siły na inne ćwiczenia. Po tych niespełna 15 minutach, jestem tak zlana potem, że ledwo widzę na oczy. Wzięcie prysznicu tuż po ćwiczeniach jest dla mnie mega wyczynem {a muszę to zrobić, z przyczyn niezależnych ode mnie - czyt. Czekoladka}. Przy Jillian było inaczej. Owszem byłam zlana potem, ale porównując to do ZWOW'ów to można powiedzieć, że byłam tylko tym potem pokropiona. Przy Zuzce, ja w tym pocie płynę ;p Okey, oszczędzę Wam więcej szczegółów. Jedno jest pewne - powrót do ćwiczeń z Jillian jest raczej mało prawdopodobny. Myślę, że w końcu znalazłam trening, którego szukałam. Mam nadzieję, że trening 'myśli' to samo ;) i odwdzięczy mi się spadkami centymetrów w niektórych częściach ciała. Please ;)

czwartek, 28 marca 2013

New in: Kiełki.

Zainspirowana Waszymi wpisami postanowiłam - jem zdrowiej i naturalniej. Przede mną pierwszy dzień z kiełkami: na pierwszy rzut idą brokułowe i rzodkiewkowe. Naczytałam się o nich samych dobrych rzeczy, więc jestem przekonana, że dobrze trafiłam. Kiełki to podobno niesamowita bomba witaminowa i minerałowa - znajdują się w nich witaminy: A, B, C, E i H i minerały: wapń, żelazo, siarkę, magnez, potas, cynk czy selen.


Tak jak wspominałam - ja zdecydowałam się na kiełki brokułowe i rzodkiewkowe. Ciekawa jestem ich smaku. Dziewczyny na fanpage'u je zachwalają, więc mam nadzieję, że i mnie posmakują. Zanim jednak ich posmakuję, wkleję kilka informacji na ich temat:

środa, 27 marca 2013

ZWOW #60 + HiitBody #5.

Okey. Na wstępie wyjaśniam - wiem, że nie powinno się łączyć zestawów Zuzki z innymi ćwiczeniami. Wiem to doskonale. Jednak jak na razie, nie dysponuję dwoma ciężarkami o masie większej niż 1,5kg, dlatego postanowiłam dokładać sobie inne ćwiczenia z bodyrock, co by poczuć, że w ogóle ćwiczyłam. 

A dzisiaj poczułam. Zapewne wpływ na to miał 6 kg ciężarek {mógł być nawet 10 kg, ale to za dużo jak na pierwszy raz} odkryty w pokoju mojego brata, który użyłam przy dzisiejszych ćwiczeniach. Ogromnie żałuję, że na razie jest on tylko jeden, no ale lepsze to niż nic. Jestem przekona, że wkrótce i drugi się 'odnajdzie' {a właściwie ktoś go zwróci hehe ;)}. 

wtorek, 26 marca 2013

Koniec Jillian = plany na nowe tygodnie.

Wczoraj zakończyłam Killer ABS. Wybaczcie mi, że nie zrobię od razu podsumowania po 21 dniach z tym treningiem. Na fanpage'u po części wytłumaczyłam, dlaczego przesuwam to w czasie. Generalnie nie jestem zadowolona z wyników, ale duży wpływ może mieć na to zbliżający się okres {chociaż ja nie do końca w to wierzę ;)}. Czy tak jest na pewno? Dowiem się za jakiś czas. Wtedy dokładnie wyjaśnię o co mi chodzi ;) 



Pamiętacie jak pisałam o swojej kontuzji kolana, której nabawiłam się podczas wyskoków w 3lvl? Niestety wczoraj kolano na nowo dało o sobie znać. Bolało przy każdym przysiadzie i podskoku. Ech. Byłam pewna, że to chwilowe, ale jak widać, niestety nie. Kolana są wredne i potrafią naprawdę uprzykrzyć życie. Nie bez znaczenia są treningi Jillian, które znane są z tego, że lubią obciążać i powodować kontuzje kolan. Spowodowane jest to w głównej mierze brakiem dostatecznego rozgrzania i nieprawidłową technikę wykonywanych ćwiczeń. Ja już jakiś czas temu postanowiłam troszkę odpocząć od Jillian. Właściwie to już od jakiś 2 tygodni namiętnie oglądałam na YT filmy z treningami Zuzki Light oraz treningi z bodyrock.tv. Wiem, że programy treningowe z Lisą z bodyrock nie cieszą się zbyt dużą popularnością - sama nie mogę patrzeć na jej chude ciało i zoperowaną twarz, ale czasami dla urozmaicenia z przyjemnością przećwiczę jej zestawy. Tym bardziej, że mój Czekoladowy Synek totalnie odjechał na punkcie ćwiczeń. Codziennie muszę biegać minimum 20 minut z jednego pokoju do drugiego - w przeciwnym razie zaczyna płakać i krzyczeć na mnie, że mam: ciczyć! szybko! wstawaj! mama!!!!! {ale to temat na osobny wpis}. No i co mam robić? Wstaję, włączam filmik z BR i biegam. Aha bo zapomniałam dodać, że to bieganie nie może odbywać się w ciszy - w tle musi lecieć filmik z Lisą, Zuzką lub Ewą Ch. No cóż...

niedziela, 24 marca 2013

Killer ABS - Jillian Michaels - Level 3.

Hurra. Już jutro kończę kolejny zestaw Jillian. Po incydencie z kolanem, byłam pewna, że nie uda mi się tego dokonać, ale na szczęście moja kontuzja nie była tak poważna jak myślałam. Na drugi dzień, nic mnie nie bolało ani podczas normalnego chodzenia, ani podczas ćwiczeń. Jednak z uwagi na poprzednie niemiłe doznania postanowiłam zrezygnować z kilku zaawansowanych ćwiczeń, w tym nieszczęsnego tzw. knee tuck jump. Problem z kolanem dał mi do myślenia - postanowiłam odpocząć od zestawów Jillian, które jakby na to nie patrzeć, dosyć często angażują tą część ciała. Nie mówię, że nigdy nie powrócę do Jill, bo pewnie tak nie będzie, ale jakiś miesiąc odpoczynku mi się na 100% przyda. Zresztą... Od dawna planuję zmienić troszkę mój plan treningowy, więc teraz będzie ku temu okazja :)


Okey, przechodzę do sedna. Dzisiaj chciałam pokrótce przybliżyć ostatni level Killer ABS, czyli poziom 3. Trwa on ok. 32 minut. Składa się z rozgrzewki {Plank, step up, step back, Crescent position, pivot & stretch, Sprint, Plank, hop, step back, Crescent position, pivot & stretch}, 4 cykli {każdy po 5 ćwiczeń} oraz rozciągania. 


piątek, 22 marca 2013

Dogrywka w konkursie z Vitalią - nowa nagrodzona osoba.

Hej, od kilku dni na fanpage'u i na poczcie próbowałam skontaktować się z jedną z wyróżnionych osób w konkursie z Vitalią. Po konsultacjach z organizatorką z serwisu Vitalia.pl postanowiłam wstrzymać się z wyborem nowej osoby do końca tygodnia, czyli do dnia dzisiejszego. Niestety do tej pory nie dostałam żadnej wiadomości zwrotnej, dlatego dzisiaj postanowiłam na nowo wczytać się w Wasze komentarze, by wybrać nową osobę na drugie miejsce. Jest mi przykro, że poprzednia laureatka nie będzie miała okazji skorzystać ze swojej wygranej, ale niestety nie mogę dłużej czekać. 


czwartek, 21 marca 2013

Koniec ćwiczeń?

Cholera! No cholera jedna no! Wkurzyłam się niesamowicie. Na siebie, na Jillian, na killer abs, na 3 level, na wszystko. Dlaczego? Dzisiaj podczas ćwiczeń, a dokładniej podczas podskoków w pierwszym cyklu poziomu 3, w chwili opadania coś strzeliło mi w prawym kolanie. Wykonywanie reszty ćwiczeń to była dla mnie mordęga. Nie odpuściłam, bo chciałam sprawdzić, na ile poważna jest moja 'kontuzja'. Niestety okazało się, że większość ćwiczeń muszę wykonywać 'na pół gwizdka', bo niestety przy każdym wykroku albo podskoku kolano bolało jeszcze bardziej. Jest to strasznie nieprzyjemny ból, zresztą każdy kto miał problem z kolanem, wie o czym piszę. Wbrew pozorom uraz nie jest bardzo poważny, bo mogę normalnie chodzić, zginać kolano w pozycji stojącej i jeździć na rowerku, ale każde przykucnięcie, czy wykroczenie sprawia mi ból. Nie wiem, co dalej z moimi ćwiczeniami, nie wiem, czy dam radę dokończyć killer abs. 


Pewnie, gdybym się zmusiła, dałabym radę zrobić do końca ten 3lvl, tylko zastanawiam się, czy jest sens. A jeśli problem z kolanem przerodzi się w coś poważniejszego? Chooooolera. Czekam na jutra. Spróbuję normalnie poćwiczyć {jednak zrezygnuję z podskoków na rzecz wersji mniej zaawansowanej} i zobaczę, czy kolano dalej boli. Jeśli tak, to niestety będę musiała się poddać - zdrowie najważniejsze. Zawsze mogę poszukać jakiegoś programu nieobciążającego kolan :)


Liczę na Wasze pomysły, co do takowych programów treningowych :) Nie wyobrażam sobie braku ćwiczeń. Poratujcie! :(

J.

wtorek, 19 marca 2013

Dwa tygodnie z Tiffoczkami :)

No, może nie do końca dwa tygodnie, bo z Tiff ćwiczyłam dużo wcześniej, ale postanowiłam liczyć Tiffoczki od momentu ogłoszenia wyzwania STOP MUFFIN TOP. Kto jeszcze nie dołączył do wyzwania, niech się nie obawia - lista jest otwarta, więc można się dopisywać :)

Dzisiaj rano minęło mi dokładnie 14 dni z ćwiczeniami Tiff na boczki. Często też dodaję sobie inne workout'y Tiffany - najczęściej są to ćwiczenia bikini albo boks :) W zależności od tego, co w danym momencie zainteresuje mojego Synka :)


Czy widzę efekty? Ciężko powiedzieć - ostatnie tygodnie były dla mnie bardzo ciężkie. Niestety problemy zdrowotne odbiły się nie tylko na mojej psychice, ale także na moim żywieniu. W ogóle nie skupiałam się na tym co i kiedy jem, w efekcie czego, tłuszczyk na brzuchu zamiast spadać, rósł sobie w najlepsze. Niestety widać to także, w okolicach 'muffinek'. Nie ma się co oszukiwać - bez odpowiedniej diety, ćwiczenia na boczki nic nie dadzą. Niestety tłuszczyk w tej okolicy, w głównej mierze zbiera się w wyniku złego żywienia. Na szczęście od kilku dni, Synek czuje się lepiej, więc i ja zaczęłam powracać na dobre tory żywieniowe. Mam nadzieję, że tym razem nie zaprzepaszczę tego, o co walczę. Efekty wyzwania będziecie mogli zaobserwować dokładnie za tydzień - wtedy planuję wrzucić fotkę po zakończonych 21 dniach z Jillian, więc przy okazji także zobaczycie, czy coś zeszło z tych boczków, czy nie ;)

A jeśli o Jillian już mowa - dzisiaj zrobiłam po raz pierwszy level 3. Standardowo mam mieszane uczucia - euforia ćwiczeniowa miesza się z problemami przestrzennymi. No, ale... Kombinuję jak umiem - nie szukam wymówek, tylko szukam rozwiązań :) Relacja z trzeciego poziomu wkrótce na blogu :)


Ciekawa jestem jak tam u Was? Widać jakieś zmiany? Słyszałam, że wiele z Was miało zakwasy :) Nie martwcie się, też to przerabiałam, potem jest już tylko lepiej ;)))

J.

poniedziałek, 18 marca 2013

Killer ABS - Jillian Michaels - Level 2.

Dzisiaj mija mi ostatni dzień z levelem 2. Zaskakujące, jak te dni szybko mijają. Jeszcze niedawno zastanawiałam się, jaki będzie drugi poziom, a tu już dziś go kończę. Nie wiem czy śmiać się, czy płakać - czasami cieszę się, że dni tak szybko lecą, a czasami w duszy tęsknię za straconym dniem. Ciężko mi dogodzić. Naprawdę. A ostatnimi czasy, to już w ogóle. No, ale...


Jako, że już prawie skończyłam poziom drugi, postanowiłam podzielić się swoimi spostrzeżeniami i opinią na jego temat. 
Na początek standardowy opis nowego levelu - trening trwa ok. 32 minut. Podobnie jak w przypadku levelu 1, ćwiczenia wykonują Natalie, Jillian i Nicole. Różnica jest jednak w ustawieniu dziewczyn - tym razem na miejscu Natalie jest Nicole, a na Nicole Natalie. W sumie nie wiem po co ta zmiana, tym bardziej, że zarówno jedna, jak i druga wykonują różne modyfikacje ćwiczeń. Teoretycznie tym razem to Nicole przypada wersja zaawansowana, w praktyce Jillian często dorzuca hantle także Natalie, utrudniając tym samym ćwiczenia.

niedziela, 17 marca 2013

Wyniki konkursu z Vitalią.

Ulalala. Aleście mnie zasypały zgłoszeniami :))))) Oczywiście serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze i 'motywatory'. Wybaczcie mi to kilkudniowe opóźnienie, ale chciałam dokładnie wczytać się w Wasze zgłoszenia i skonsultować wybór ze swoją Mamą, która podobnie jak wybrane osoby już wkrótce, miała okazję testować usługi Vitalii {dlatego postanowiłam włączyć ją w konkursowe obrady ;)}. Wybór zwycięzców naprawdę nie był łatwy, tym bardziej, że każda motywacja jest na swój sposób interesująca i oryginalna, a tym sama warta nagrody. Jednak tak jak pisałam - nagrody są tylko {a może aż} trzy i tylko tyle osób mogłam wyróżnić. A nie ukrywam, że chciałabym więcej...


Jeszcze tylko rzut oka na nagrody:
1 miejsce: +Program {tj. miesięczny abonament na dietę Vitalii i plan Fitness}
2 miejsce: miesięczny abonament na dietę Vitalii klasyczną, bądź nową dietę IGpro
3 miejsce: plan fitness.

NO TO ZACZYNAMY :) <werble> 

Moje plany treningowe, czyli podnoszę sobie poprzeczkę.

Jak wiecie, kocham Jillian - do tej pory 'przetestowałam' jej dwa treningi: 30Day Shred oraz 6Week Six-Pack, a obecnie jestem w połowie Killer ABS. Uwielbiam jej zestawy - męczą, poruszają wszystkie mięśnie i wywołują pot na ciele. Jednym słowem, w 100% spełniają swoją rolę.


Z wielką przyjemnością przećwiczyłabym jej wszystkie zestawy {i niewykluczone, że tak zrobię}, ale na tą chwilę kusi mnie coś innego. Coś szybszego, bardziej hardcorowego i męczącego. Dla osób śledzących fanpage'a nie jest trudno odgadnąć o czym, a właściwie o kim myślę. Tak jest! O słynnej Zuzce Light. 


piątek, 15 marca 2013

ABS are made in the kitchen.

Słyszysz Justyna? Słyszysz?! Tworzenie fajnego brzucha to nie milion brzuszków, podskoków, skłonów, czy innych ćwiczeń. Tworzenie absu musisz zacząć w kuchni. I właśnie takie rady dostawałam od większości z Was. Najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że ja doskonale wiem, że dieta to ponad 80% składowej ładnie umięśnionego brzucha, ale jakoś do tej pory do mnie to nie docierało. Wychodziłam z założenia, że przecież nawet jak zjem na śniadanie białą bułkę z serkiem Danio, a potem po treningu wrzucę w siebie z 10 piszingerów, to nic się nie stanie, bo przecież ćwiczę. Nic bardziej mylnego. Niestety musiałam przekonać się o tym na swoim ciele, żeby w końcu oprzytomnieć. 


Na nic codzienne wylewanie potu z Jillian, na nic tabata, czy inne zestawy treningowe. Dopóki nie zmienię swojego podejścia do jedzenia, nie osiągnę tego, o czym marzę. A przecież tak nie może być. Lada chwila rozpocznie się wiosna, lada dzień wraca mój Mąż, a ja co zaprezentuję? Pozornie umięśniony brzuch, który pokryty jest warstewką tłuszczu. Wstyd, wstyd, wstyd. Jeszcze większy wstyd, bo ćwiczę! I to codziennie od ponad 3 miesięcy. Niestety wszystko to, co spalę nadrabiam z nawiązką poprzez zjadanie niezdrowych rzeczy. I być może ciężko Wam w to uwierzyć, ale ja naprawdę jem niezdrowo. Nie jestem przykładem fit osoby. Bo co mi z tego, że pokonuję kolejne Jillianowe wyzwania, gdy wszystko marnuję w kuchni. Ale dość tego. Nie będę narzekać, nie będę biadolić. Mój brzuch jest w moich rękach. Od jutra naprawdę patrzę na to, co jem i wierzę, że na zakończenie 'killer abs' pochwalę się Wam naprawdę fajnymi rezultatami. 

A Was proszę o 3manie kciuków - naprawdę będzie to dla mnie mega motywujące :)

PS. Wszelkie rady odnośnie układanie odpowiedniej diety przyjmę z otwartymi ramionami :)

J.

środa, 13 marca 2013

W końcu czuję mięśnie brzucha! :)

Za mną dwa dni z drugim poziomem Killer ABS. Po zakończeniu pierwszego levelu i zapoznaniu się z drugim, śmiało mogę napisać, że ten pierwszy był dla mnie swego rodzaju przygotowaniem do poziomu 'hard'. Tak, tak - hard, nie harder, jak to mówi Jillian. Według mnie lvl 1 - jest soft, a dopiero drugi hard.


Potwierdzeniem tego niech będą moje dzisiejsze zakwasy :) Duża ilość pompek i przeróżnych skrętów, spowodowała, że nie mogę normalnie ruszać rękami ;) Dodatkowo W KOŃCU poczułam ZAKWASY BRZUCHA. Już dawno nie odczuwałam ich w tym miejscu. Raduje mnie to niesamowicie - oznacza to, że udało mi się poruszyć nieużywaną część brzucha. W ogóle stwierdzam, że gdybym trzymała dietę i jadła naprawdę czysto, to mogłabym pochwalić się widocznymi skośnymi mięśniami brzucha. Teraz, tylko nieśmiało wyglądają podczas skłonów. Dzisiaj próbowałam uchwycić je aparatem, ale niestety w decydującym momencie, aparat jak na złość się rozładował. Cóż - nie teraz, to następnym razem. 


W ogóle to strasznie kusi mnie skakanka - widziałam zdjęcia dziewczyny, która skakała codziennie na skakance ok. godziny - jej brzuch był niesamowity. Zero tłuszczu, a co za tym idzie widoczne mięśnie brzucha. Jednym słowem WOW. Niestety w moim przypadku jest jeden haczyk - nie mam gdzie skakać. Wkurza mnie to, bo wiem, że samymi ćwiczeniami z Jillian nie uda mi się wyłonić mięśni spod budyniowej kołderki. Może Wy macie pomysły, w jaki sposób pozbyć się tej warstwy tłuszczyku? Cholera, no. Tyle ćwiczę i dalej nie jestem zadowolona. Pewnie gdzieś robię błąd, tylko gdzie? Co dodać? Proszę o rady :)

Czekam na wiosnę - wtedy będę mogła iść pobiegać :)

J.

niedziela, 10 marca 2013

Killer ABS - Jillian Michaels - Level 1.

Brrr. Ciężki tydzień za mną. Mam nadzieję, że najbliższy będzie troszkę lżejszy, tym bardziej, że już nie mogę patrzeć na chorą Czekoladkę. Biedaczek męczy się niesamowicie, a ja nie wiem jak mam mu pomóc. Mam jednak nadzieję, że lekarstwa przepisane przez lekarza w końcu zaczną działać i przynosić ulgę. Choroba Synka przyczyniła się do tego, że całkowicie straciłam chęć i zapał do ćwiczeń - wykonuję je bez większej satysfakcji, z wyrzutem sumienia, że Czekoladka walczy z chorobą, a ja ćwiczę. Bo ćwiczę. Chociaż muszę się przyznać, że niektóre ćwiczenia muszę dostosowywać do swojego ciała - maksymalnie redukuję ruszanie rękami podczas podskoków. Dlaczego? Niestety wraz z chorobą, Synek postanowił porzucić karmienie piersią, a co za tym idzie - ja walczę z nadmierną produkcją mleka. Odbija się to na moich piersiach, które zwyczajnie bolą podczas ćwiczeń. No, ale... Kombinuję i daję radę.

Dzisiaj wracam do Was z krótkim opisem mojego nowego treningu z Jillian Michaels - Killer ABS.
Trening ten, podobnie jak 6Week Six-Pack składa się z ćwiczeń angażujących mięśnie brzucha. Po zakończeniu Killer ABS planuję zrobić porównanie obu treningów, gdyż bardzo często pytacie mnie, który zestaw jest lepszy dla osób początkujących, które chcą powalczyć z oponką na brzuchu. Na tą chwilę nie mogę obiektywnie odpowiedzieć na to pytanie - Killer ABS wykonuję zbyt krótko, by móc go ocenić.

Wracając do Killera ABS - cały program składa się z 3 leveli, które trwają ok. 30 minut. Na wstępie levelu 1, Jillian obrazowo określiła każdy z poziomów - 
*level 1 - trudny/ciężki,
*level 2 - trudniejszy/cięższy,
*level 3 - okropny.
Czy tak faktycznie jest? O tym przekonam się wkrótce. Dzisiaj chciałam przybliżyć level 1, który obecnie wykonuję już 6 dzień.

środa, 6 marca 2013

Powrót córy marnotrawnej.

Mam na imię Justyna i jestem Jillianoholiczką. Taka prawda. Nie umiem bez niej normalnie funkcjonować. Dzień bez treningu z Jill jest dla mnie dniem niekompletnym. Tak jak dzień przedwczorajszy i przed przedwczorajszy. I co z tego, że były ćwiczenia z Ewą Chodakowską {skalpel} i treningi z Mel B. Jillian to Jillian. To kobieta dynamit, która już samą swoją osobą sprawia, że pot pojawia się na mojej skroni. I to lubię, baaa - to uwielbiam. Co to oznacza? Ano zapowiedź nowego treningu z Jillian Michaels. Tym razem padło na Killer ABS. Dlaczego on? Ściągnęłam go długo przed 6W6P i stwierdziłam, że szkoda, żeby się 'kurzył' w Maminym laptopie. 


Oczywiście znowu stworzyłam swoją tabelkę z rozpisanymi dniami do końca zestawu :) Uwielbiam taką formę motywacji - codziennie mogę z radością przekreślać kolejne cyferki <3 Nie ma chyba nic piękniejszego. Wytłumaczenie tabeli pojawi się wraz z opisem levelu 1 :)



Jestem świeżo po dwóch dniach z levelem 1 - w końcu czuję, że żyję. Dostałam swój Jillianowy narkotyk i codziennie chcę więcej. Opis całego zestawu wkrótce, tymczasem delektuję się myślą, że najbliższe tygodnie miną mi pod skrzydłami Jill <3

A ja, jak zwykle pytam - ćwiczył ktoś? jak efekty? Ja swoimi pochwalę się już 25 maaaarca <3
J.

wtorek, 5 marca 2013

NOWE WYZWANIE: STOP MUFFIN TOP.

Nawet nie wiecie, jak cieszy mnie popularność mojego wyzwania przysiadowego. Jestem pod wrażeniem, jak wiele osób postanowiło przyłączyć się do wykonywania codziennych przysiadów. Zainspirowana tym faktem oraz zbliżającym się latem {to już za 99 dni!!!!}, postanowiłam wymyślić nowe wyzwanie - 30 dni z ćwiczeniami na boczki, czyli STOP MUFFIN TOP.


poniedziałek, 4 marca 2013

Punkt widzenia zależy od punktu... pochodzenia?

Pewnie większość z Was już to wie, ale przypomnę, że mój Mąż pochodzi z Tanzanii. Z czym kojarzy Wam się Tanzania? A może lepiej - z czym kojarzy Wam się Afryka? Z Kilimandżaro, safari, słoniami, żyrafami, zebrami i innymi dzikimi zwierzętami? Okey. A z czym jeszcze? Może z ładnie zbudowanymi, krągłymi pośladkami, biodrami i niesamowitym wyczuciem rytmu? Taką namiastką afrykańskiej kobiety może być Tiffany Rothe, która ma wszystko na swoim miejscu - pupę, biodra, biust, brzuszek. Podoba mi się to, że pokazuje, że wcale nie trzeba mieć wychudzonej figury, żeby być FIT. Polecam te ćwiczenia wszystkim kobietom, które mają jakieś kompleksy na tle swojej sylwetki - naprawdę nie warto :) Można być sexi w każdym rozmiarze - grunt to dobrze czuć się z samym sobą {ale, nic nie poradzę na to, że ja sama czuję się sexi troszkę chudsza, stąd ta moja walka o perfekcyjny brzuch :o}.


Dobra, ale to nie jest dokładnie to, o czym chciałam napisać. Dalszy ciąg zgadywanki. Z czym jeszcze kojarzy Wam się Afryka? Z AIDS? Z HIV'em? No właśnie. Nie bójmy się o tym napisać. Afryka jest kontynentem, na którym ten problem szczególnie jest widoczny. I to dosłownie. Na ulicach m.in. Tanzanii można spotkać wychudzonych, chorych na AIDS ludzi, którzy nie raz wyglądają, jak niektóre skrajne 'fit inspiracje'. Dlaczego o tym piszę? Wczoraj, podczas rozmowy z Mężem na Skype {obecnie przebywa w Tanzanii}, poprosiłam go, by rzucił okiem na fotki mojego brzucha. Chciałam zapytać czy widać różnicę i ogólnie poznać jego opinię. I wiecie co usłyszałam? Żebym już więcej nie ćwiczyła, bo za niedługo będę wyglądać jak Ci ludzie, którzy są chorzy... Stwierdził, że teraz jest idealnie, żebym już nic nie zmieniała, bo tylko przedobrzę. Yyyy. Od razu wyjaśniam - mój Mąż nie jest fanem puszystych kształtów, ale też nie lubi chudych dziewczyn. Nieskromnie mogę napisać, że jest fanem mojej figury ;) A po przysiadach na nowo zauroczyła go moja pupa haha, jak to mówi - Wy biali musicie ćwiczyć by mieć takie pośladki, my czarni z takimi się rodzimy i je KOCHAMY. I to jest właśnie ta różnica w postrzeganiu ciała -  my dążymy do szczupłej sylwetki, a Afrykańczycy dumnie afiszują swoje krągłości. Dla nich chude wcale nie oznacza ładne...

I może czas wziąć z nich przykład i przestać zamartwiać się każdym dodatkowym kg? :)))

J.

niedziela, 3 marca 2013

Podsumowanie 6Weeks Six-Pack: wymiary i fotki brzucha.

Wczoraj wspominałam Wam, że w końcu zakończyłam 6Weeks Six-Pack. Było to dla mnie wyzwanie o wiele większe niż 30 Day Shred - sześć tygodni z jednym zestawem to naprawdę dla mnie za długo, więc z radością wykonałam ostatni trening. Tym bardziej, że w drugim levelu nie widziałam rezultatów swoich ćwiczeń - demotywowało mnie i bardzo zniechęcało do ćwiczeń, ale dla własnej satysfakcji postanowiłam zakończyć cały zestaw. Podczas wykonywania treningu, zamiast mięśni brzucha cały czas czułam uda i pośladki i nie wiedziałam, czy robię coś źle, czy po prostu ten level ma na celu rozruszanie wszystkich mięśni. Brak efektów widoczny jest także w porównaniu wymiarów - poza powiększeniem się bioder, nic się nie zmieniło. 

sobota, 2 marca 2013

O tym, jak Jillian zrobiła mnie w konia...

w ostatnim dniu 6 Weeks Six - Pack. Jak co dzień, odpalam sobie drugi level 6W6P, rozpoczynam rozgrzewkę, potem circuit 1, a tu nagle bum i ćwiczenia mi się zatrzymują. Zaraz się włączą - myślę sobie kontynuując ćwiczenia i faktycznie tak się stało. No to dalej wykonuję sobie ćwiczenia z Jill {o te kilka sekund dłużej, bo nie pozwoliłam Jill wykonywać ćwiczeń samotnie ;)}, a tu nagle ciach i znowu Jill skamieniała w jednej pozie. Okey Jillian, Ty sobie odpocznij z dziewczynami, a ja poćwiczę w tym czasie - pomyślałam wyraźnie podirytowana. Niestety Jillian już się nie poruszyła i tak wykonałam cały zestaw z pamięci, dodając do niego o kilkanaście więcej powtórzeń, w wyniku czego ostatni dzień, zamiast 35 minut wykonywałam prawie 50... A to Jillian sprytna. Myślała, że jak się zatnie to odwołam ostatni dzień i przeniosę go na jutro? Nic z tych rzeczy droga koleżanko - znam Twój zestaw na pamięć i tym samym oficjalnie ogłaszam, że DZISIAJ ZAKOŃCZYŁAM 6WEEKS SIX-PACK. Yeeeeah :) I did it, maaaan. ;)


Dzisiaj nie dam rady podsumować całego zestawu, ale jutro postaram się cyknąć fotki i porobić wymiary. Wiem tylko jedno - jestem mistrzem {i nie obchodzi mnie, że tylko dla samej siebie ;)}. Udowodniłam sobie, że dam radę i dałam - pomimo okresu, chorych zatok, chorego dziecka i innych przeciwności losu. Aaaaa... I am the best :)

Jakie mam plany na kolejne dni? Jeszcze dokładnie nie wiem, ale najprawdopodobniej dotrzymam towarzystwa Mamie przy skalpelu + Tiffoczki + przysiady. Chyba potrzebuję odpoczynku od Jillian {mam nadzieję, że mi to wybaczy i przyjmie mnie, gdy będę na to gotowa ;)}. Ostateczną decyzję podejmę jutro i na 100% dam Wam znać. Tymczasem idę odpocząć czytając Wasze blogi :*

J.

piątek, 1 marca 2013

Ćwiczenia dla kobiet w ciąży part 1.

Przed chwilką dostałam prywatną wiadomość z pytaniem o ćwiczenia dla kobiet w ciąży. Jako, że jakieś 1,5 roku temu robiłam podobny wpis na moim drugim blogu, pozwolę sobie go lekko zmodyfikować i wrzucić także tutaj. 

Z własnego doświadczenia wiem, jak minimalna aktywność fizyczna pozytywnie wpływa na samopoczucie, poprawę wyglądu i humoru kobiety. Przed ciążą byłam dosyć aktywna pod względem sportowym, zarówno przez rodzaj uczelni, na której studiowałam, jak i przez rodzinne wychowanie - tenis, squash, basen, jogging, brzuszki (TamileeWebb czy też ABS), hula hop, turystyka górska, czy też inne formy rozładowywania napięcia nie są mi obce.

Po zrobieniu testu ciążowego i ujrzeniu 2 kresek w głowie zapaliła mi się czerwona lampka i od razu napłynęła myśl - "hallo, jak to teraz będzie? mam zrezygnować z tego co kocham i sprawia mi radość?". Od razu porzuciłam tenisa, squasha, hula hop, brzuszki i rowerek stacjonarny, wolałam poczekać z tym wszystkim najpierw do pierwszej wizyty u lekarza, ewentualnie do rozwiązania. Jedyną przyjemnością, której sobie nie odmówiłam była moja ukochana aktywność - turystyka górska, dokładnie w tym samym dniu, w którym dowiedziałam się o ciąży wyruszyłam z rodzicami do Zakopanego, a dokładniej hen hen wysoko w góry. Czułam się świetnie, mózg się dotlenił, Synek (jeszcze wtedy nie znałam płci, of course) miał okazję pooddychać świeżym górskim powietrzem i powoli oswajać się z pięknem tego świata. Ta mała wyprawa uświadomiła mi, że nie muszę rezygnować z ruchu, jeżeli tylko dobrze się czuję, nie robię nic ponad swoje siły i nie mam przeciwwskazań lekarskich. Wizyta u mojego lekarza jeszcze bardziej mnie w tym utwierdziła, jestem zdrowa, ciąża przebiega prawidłowo, przed zajściem w ciążę byłam aktywna ruchowo, więc nie ma żadnych powodów na nagłą zmianę życia. Wiadomo, że na okres 9 miesięcy musiałam zrezygnować z hula hopu, brzuszków i intensywnego tenisa, ale rowerek stacjonarny jak najbardziej jest zalecany. Pierwszym krokiem po powrocie z wizyty lekarskiej było wpisanie w google formułek: aktywność fizyczna w ciąża, sport w ciąży, ćwiczenia dla kobiet w ciąży.
Ku mojej wielkiej radości wujek google mnie nie zawiódł i wyświetlił mi garść stron do przestudiowania na interesujący mnie temat. I ja, w tym oto poście chcę się z Wami podzielić moimi wiadomościami na temat sportu w ciąży, a także swoimi doświadczeniami sportowymi przez tych 9 miesięcy stanu błogosławionego.

Na samym początku muszę zaznaczyć, że każdą aktywność fizyczną powinniśmy ustalić z naszym lekarzem, ginekologiem-położnikiem, to on może zadecydować i wskazać ewentualne przeciwwskazania do uprawiania sportu w naszym przypadku.